CODZIENNIK, OLIWIER & SPÓŁKA, PRACA/ROZWÓJ OSOBISTY

To co zabrało mi macierzyństwo???

Tyle się ubolewa nad tym i powtarza w nieskończoność, że jak kobieta  urodzi dziecko/dzieci to już definitywny koniec z jej karierą zawodową, absolutny the end życia towarzyskiego, koniec z dbaniem o siebie i własnymi pasjami. Dużo się straszy i macha ręką z politowaniem… „To już tylko matka” – oczy zarosną papą, mózg lasuje się od tematów okołodzieciowych, a ciało – phi – pozostawiam bez komentarza! Dresik, no makeup i te sprawy! Ponoć w macierzyństwie trzeba z wielu rzeczy rezygnować, a przede wszystkim należy zrezygnować z siebie… Czy aby na pewno? Owszem, jest taki okres kiedy to maleństwo potrzebuje nas na 200%, a może nawet więcej, ale czy ten fakt już rzeczywiście zamyka nam drogę na cały świat??? Poza tym podstawowa sprawa, czy naprawdę macierzyństwo należy rozpatrywać i analizować jako rachunek zysków i strat???

 

 

 

To co zabrało mi macierzyństwo???

 

Ostatnio spotkałam znajomą, dziewczyna młodsza ode mnie chyba 4 lata, ładna, wolna, bezdzietna, z naciskiem na słowa „kariera zawodowa”. I super – gratuluję! 🙂 Trąciła mnie jednak trochę swoją uwagą, stwierdzając, że „no widzisz, teraz pewnie byś była jakąś wielką fuchą w banku, a dzieci Ci się zachciało!”. A no zachciało mi się… Zaznaczę tylko, że kariera w korporacji nigdy nie była dla mnie wyznacznikiem sukcesu, mam o tym nieco inne zdanie… W takim razie jak to jest na serio z tym macierzyństwem i chociażby pracą? Nie ma odpowiedniego momentu na dziecko, a na pewno nie powinien być on uzależniony od kariery zawodowej. Zostajesz mamą mając 18 lat, to Ci powiedzą, że zaniedbałaś edukację i odebrałaś sobie młodość, mając 25 lat – powiedzą, że to najlepszy czas by zaraz po studiach stać się nowym nabytkiem  w jakiejś wielkiej firmie i szybko awansować wyżej, a jak będziesz po trzydziestce to stwierdzą, że już nic z Ciebie nie będzie, ogólnie „stara dupa” jesteś , za późno na karierę, wolą młodszych, ładniejszych i bardziej kreatywnych… 😉 Na serio w to wierzycie???

 

 

 

Ze swojej strony mogę szczerze powiedzieć, że poza nieprzespanymi nocami i stresem związanym z chorobami chłopców, macierzyństwo nie zabrało mi nic a nic! Baaaa – wręcz przeciwnie, zdobyłam taką wiedzę i doświadczenie jakiego nie dała mi żadna praca! Nigdy, ale to przenigdy nie traktowałam macierzyństwa jako czegoś, czemu się poświęcam w negatywnym odniesieniu. Wielu ludzi nie potrafi pojąć, że życie to etapy… Schody, dzięki którym zawsze jesteśmy w drodze. Nie ma tu granic, przez które nie możesz przejść, nawet kiedy zatrzymasz się na chwilę. To czy idziesz wyżej zależy od Twoich osobistych wyborów… Nie sądzisz?

Powiem więcej, macierzyństwo otworzyło mi oczy na tak wiele spraw, których z pewnością bez dzieci bym nie dostrzegła! Przewartościowało moje życie, moje priorytety, plany… Otworzyło we mnie furtkę, dzięki której wiem, że mogę wszystko z nimi, dla nich, obok nich. Pozwoliło mi podjąć nie jedną decyzję, na którą wcześniej bym się nie odważyła, przypomniało mi, że w życiu poza tym co namacalne jest wiele magii i szczęścia w zwykłych rzeczach, bezinteresownych, czystych emocji… Poza tym nie wiem jak jest u Was moje drogie mateczki, ale moje dzieci są dla mnie największą motywacją na każdym szczeblu i zarazem siłą! Nie widzę żadnych przeszkód by się rozwijać przy nich czy czerpać z życia garściami (choć nie dla wszystkich ta garść ma tą samą zawartość). Jest trudniej – owszem – ale nie z takimi problemami ludzie od wieków sobie radzili! 😉 Ponadto przyznacie chyba, że my matki jesteśmy mistrzyniami organizacji, czynienia z rzeczy niemożliwych możliwych, i robienia czegoś z niczego! 😉 Prawda? 🙂

 

 

 

Reasumując na zakończenie: macierzyństwo dało mi znacznie więcej niż mogłam się spodziewać. Ukształtowało mnie i pozwoliło odnaleźć drogę, którą chce iść… Niedowiarkom życzę tego samego! 😉

 

 

 

Kiss! :*

Aga!