Dzieci, Lifestyle

Wolność! Komu jest bardziej potrzebna rodzicom czy dziecku?

Mam pytanie do rodziców: rozstajecie się czasami ze swoimi dziećmi na dłużej niż kilka godzin? Być może na weekend albo kilka dni? Totalna wolność od obowiązków rodzicielskich, ale nie koniecznie z przyczyn egoistycznych… A i owszem! 😉 Zdarza się!

 

 

 

Pamiętam kiedy urodził się Oli, głównie przez okoliczności jego porodu i towarzyszące temu dramaty myślałam, że pewnie na kilka dni zostawię go najwcześniej w późnych klasach szkoły podstawowej… ;p Tak wiem – naiwne! No bo przecież jakby inaczej – coś mi jeszcze umknie, czegoś nie zobaczę, muszę być przecież obecna w każdej godzinie… I faktycznie na początku tak było! Ten lęk – znacie go??? Bo przecież matka wie wszystko najlepiej o swoim dziecku i najbardziej precyzyjnie rozpoznaje jego potrzeby – baaa! 😉 Sytuacja zmieniła się nieco gdy Kubuś przyszedł na świat… Wtedy też okazało się, że są dzieci które w ciągu nocy potrafią spać tylko 1,5 godziny – ale żebyśmy się dobrze zrozumiały – 1,5 godziny podczas całej nocy!!! W tym czasie podwoiły się obowiązki, stres, zmęczenie i wszystko inne co z tym związane.

 

 

 

W owym okresie również zmieniliśmy nasze myślenie… I nagle okazało się, że weekend bez dzieci raz na jakiś czas nie wróży końca świata, można się wyspać, nacieszyć innymi rzeczami, nabrać sił i energii, kochając przy tym maluchy, tak samo bardzo mocno jak wcześniej – a nawet bardziej po taaaaakiej rozłące! 😉 Przyznaję, że na spokojnie od jakichś 2,5 roku sprawiamy sobie z R. takie wagary w postaci weekendu bez dzieci. Bez wyrzutów sumienia, bez skrupułów z korzyścią dla wszystkich. Fakt – mamy ten komfort, że posiadamy w swoim najbliższym otoczeniu osoby, które kochają chłopców i ich towarzystwo, z wzajemnością zresztą.

 

 

 

Czasami słyszę „ale Wam dobrze” albo „ja bym tak mogła”… I tak sobie myślę, że każdy wybiera taką drogę rodzicielską jaka mu odpowiada. My z R. jesteśmy dla chłopców na milion procent albo wcale! Tak jest – kiedy chłopcy są w domu poświęcamy im zazwyczaj czas w pełni – na wspólne zabawy, gry, przytulasy, rozmowy, uwagę. To dla nas ważne. Angażujemy się w całości, a że nasze dzieci dosyć „mocno” eksplorują świat (bo faktycznie sami im na to pozwalamy), po takim intensywnym tygodniu bywamy mocno zmęczeni, czasami nawet sfrustrowani – przyznaję bez bicia… 😉 I wtedy właśnie przychodzi etap na fazę „wcale”! 😉 Wolność tak zwana, ale nie z czystego egoizmu…

 

 

 

Wychodzę z założenia, że lepiej fajnie spędzić wspólny czas i cieszyć się swoją obecnością, niż warczeć na siebie z byle powodu czy budzić się z myślą „o matko znowu to samo”! Nie chcę tego czuć… Nie chcę być z moimi dziećmi tylko po to, by odhaczyć kolejny dzień… Dlatego wychodzę z założenia, że jak najbardziej zdrowym dla wszystkich jest odpoczynek od siebie nawzajem. Choćby chwilowy… Mało tego, powiem Wam, że mam wrażenie, iż takie rozstania uznaję za sukces mojego rodzicielstwa! Dzięki temu wciąż czerpię ogromną satysfakcję z bycia mamą, daje mi to wielką frajdę, dzięki temu nabieram świeżości i mam ogromne przypływy kreatywności wobec chłopców. Nie sugeruję, że mamy, które nie odpoczywają od swoich pociech mają inaczej, ale wiecie o co chodzi… Kochamy swoje dzieci ponad wszystko, ale nie znam osoby, która potrafi dawać z siebie wszystko non stop bez przerwy… Rezerwy kiedyś się kończą. Każdy potrzebuje odpoczynku, wytchnienia, czasu tylko dla siebie. Wtedy doceniamy bardziej, mamy czas na tęsknotę… 🙂

 

 

 

Poza tym nie oszukujmy się, czas dla rodziców sam na sam jest na wagę złota… Nie rzadko zapominamy o tym, nie zdając sobie również sprawy, że relacje małżonków mają przeogromny wpływ na dziecko, które jest doskonałym obserwatorem! Ponadto randki po latach to też całkiem przyjemna sprawa, może już nie ma tylu emocji jak przy poznawaniu siebie, ale zawsze można się wystroić i zabawić ” w ten pierwszy raz” 😉 (hmmm…chyba nie koniecznie zabrzmiało to tak jakbym chciała…;p).

 

 

 

Nie będę również ściemniać, że za każdym razem jest tak kolorowo i frywolnie! Ponieważ oczywiście zdarzają się wieczory, kiedy to już pierwszego dnia tęsknimy jak cholera i zjedli byśmy ich kolację, zachowujemy jednak zimną krew i niesamowitą odwagę – wracając po dzieci pod koniec weekendu zgodnie z umową! 😉 Żeby nie było, nie tylko rodzice czerpią profity z tych wolnych dni…

 

 

 

Co zatem w zamian otrzymuje dziecko?! Otóż mnóstwo! Przede wszystkim zmiana otoczenia, a nie oszukujmy się, to akurat jest potrzebne nam wszystkim niezależnie od wieku. W domu często kierujemy się jednym schematem, bo tak jest łatwiej, wygodniej, szybciej… Przebywając poza domem dziecko próbuje nowych rzeczy. Czasami są to nowe umiejętności, nowe smaki, doświadczenia…Świeżość! Poza tym wiadomo, na przykład dziadkowie pozwalają na więcej! 😉 W związku z tym zazwyczaj maluchy mają czas wolny, którym same „zarządzają”. Mają pełną uwagę, dobrą zabawę i za każdym razem nową przygodę w jednym. 😉 Zatęsknią, a co za tym idzie pierwsze wspólne godziny mijają bezkonfliktowo… ;p

 

 

 

Dlatego też nie wiem sama komu ta wolność jest bardziej potrzebna, a może jakoś to wszystko idzie w zgranej parze… 😉 Jedno czego jestem pewna, to fakt, że to bardzo zdrowy układ dla każdej ze stron… Jak w przyrodzie – w rodzinie również musi być równowaga i balans. Zgodzicie się? Robicie sobie czasami takie momenty na osobności? 🙂