Dzieci, Lifestyle, Tu i Tam

Wakacje z dziećmi. Wyobrażenia rodzica kontra rzeczywistość… ;)

Witajcie po kolejnej długiej przerwie! 😉 Dzisiaj o wakacjach będzie… Pewno większość z Was ma je już za sobą. Wakacje z dziećmi (małymi dziećmi) – temat rzeka, ale przyjrzyjmy się temu bliżej. Otóż jak znam nieco to środowisko rodzicielskie, to śmiem się pochylić ku stwierdzeniu, że większość rodziców chce pokazać potomstwu świat! Ten, który jest na wyciągnięcie ręki, ten 20 kilometrów dalej, 50, 100, 6000! Pragniemy by zobaczyły jak najwięcej, doświadczyły, dotknęły, ujrzały na własne oczy to o czym, nam się w ich wieku nawet nie śniło! 😉 Fakt, mamy łatwiej niż nasi rodzice, dziadkowie… Korzystamy więc z tego.

 

 

 

I tak o to zabierając dziecko nad pobliskie jezioro, w góry czy do dalekiej Portugalii, chcemy pokazać im wszystko co tylko dostępne, pragniemy by brały garściami wszystkie widoki, atrakcje, zabytki i rozrywki. Przygotowujemy plan wycieczki od deski do deski, spisujemy co zobaczymy krok po kroku, szukamy atrakcji, najbardziej oryginalnych miejsc i wspaniałych rozrywek! No bo jak to inaczej?! Wyszukujemy najlepszych restauracji, kupujemy prowiant na domowe obiady, przemierzamy czeluście internetu w poszukiwaniu najpiękniejszych miejsc, bukujemy hotele z myślą o dzieciach, podróżujemy nocą by się wyspały. Mamy plan! Na najbliższe dni, wieczory, na wakacje z dziećmi… Wszystko przemyślane, na upalny dzień, wielki deszcz i ogromną burzę! Wydawałoby się, że nic Cię nie zaskoczy… A tu…

 

 

 

 

Dojeżdżacie na miejsce. Masz te swoje wspaniałe wakacje, wyczekiwane, zaplanowane i takie krótkie… 😉 Na miejscu jednak okazuje się, że plan wziął w łeb! 😉 Bo Twoje (moje) dzieci nie mają ochoty odkrywać skrupulatnie zaplanowanych zakątków świata, nie mają ochoty poznawać nowych miejsc, szlaków i historii… Przy Twoich pysznych obiadkach wybrzydzają, a w restauracji uraczą się wodą i sokiem, ewentualnie lodami… 😉 Nie w głowie im zabytki i wielkie wyprawy, kiedy plac zabaw kusi za oknem albo bawialnia w hotelowym baby roomie… 😉 Takie inne, takie nowe, takie nieznane… A i stragany z pamiątkami kuszą co krok i czyhają na biednych rodziców, a i ćwiczą ich nienaganną konsekwencję… ;p

 

 

 

Bo… To my planujemy, to my chcemy dla nich więcej nie oni sami, to my wrzucamy drugi – piąty bieg, to my chcemy dać skonsumować wszystko od zaraz. To my… Bo chcemy dobrze, chcemy dużo, a najlepiej wszystko naraz! Dzieci wiedzą i tak swoje… Chcą się dobrze bawić i mieć odrobinę świętego spokoju… 😉 Wszystko i nic! 😉

 

 

 

Byliśmy kilka dni w Wiśle. I ja miałam plan na ten wyjazd, i ja chciałam tyle rzeczy i pięknych miejsc zobaczyć… I im chciałam pokazać. Nie wyszło… Nawet się wkurzyłam trochę… ;p No bo jak to?! 😉 W rezultacie jednak po wszystkim uświadomiłam sobie, że przecież przyjechaliśmy tam z pięciolatkiem i trzylatkiem, dla których ponad wszystko najważniejsza jest dobra zabawa! 😉

 

 

 

 

 

Podsumowując to był dobry czas, byli dzielni na tyle na ile mogli, spisali się na medal podczas wędrówki na Kaskady Rodła. Zachwycali się tym, co dawało im radość. To nic, że największą atrakcją był plac zabaw i uliczne „graty”, a daniem głównym kanapka z czekoladą…;p Kiedyś przyjdzie czas na więcej! Teraz wciąż uczę się wyciskać to co najlepsze z tego obecnego… 😉 Cierpliwości wciąż się uczę… ;p

 

 

 

—————————————————————————————————————

 

 

 

Zobaczcie jakie tam piękne widoki!!!!! Urokliwa ta Wisła…