CODZIENNIK, OLIWIER & SPÓŁKA

Kiedy uczeń przerasta mistrza…

Zaorałam się dzisiaj przy sprzątaniu łazienki i kuchni! ;P Jednak nie o tym będzie, bo pewnie wszystkie w tym gorącym czasie mamy tak samo… 😉 Będzie więc lekko i przyjemnie, no i może trochę śmiesznie… 🙂 Rzecz o dzieciach będzie (no bo o czym by tu innym ;))! O ich mądrościach życiowych, bystrości i dobrych radach. O tym, że słowem „zabić” potrafią, wbić w podłogę i śmiechem do łez doprowadzić! Mistrzami ciętej riposty są niejednokrotnie! Bo któż inny takie rzeczy niestworzone wymyśla jak one?! 😉

 

 

________________________________________________________________

 

 

Tak o to, jakby ktoś nie wiedział to moje dzieci, zarówno młodszy jak i starszy syn posiadają kosmiczną  moc! Niesamowita i nieziemska, a mocą KOCICH KŁĘBÓW jest zwana! Nie znam do końca jej możliwości, ale jak się można domyśleć daje niezłego kopa… ;D Między innymi pozwala im szybko biegać, strzelać, tarzać się i krzyczeć! ;P

 

 

________________________________________________________________

 

 

Wracając do bystrości tych najmłodszych istot, przypomniała mi się historia, kiedy to pewnego wieczoru, moje dzieci jak zwykle marudziły przy kolacji: „nie dobre”, „ja tego nie chcę”, „ja chcę kanapkę z czekoladę” itp… Ta sama śpiewka już dobrych kilka minut z akompaniamentem w dodatku. Wkurzona już niesamowicie i znudzona całą tą sytuacją, wyznaję moim dręczycielom ze złością, że żadnych bajek już dzisiaj na dobranoc oglądać nie będą! Kropka! Na co wtedy  mój dwuletni syn, z ręką podpierającą brodę patrzy mi głęboko w oczy i w pełnej świadomości rzecze: „Mama, a wiesz, że jesteś piękna!”

Dziękuję – do widzenia! ;D Rozwalił system! Uroku osobistego i szarmancji nie brakuje mu od najmłodszych lat… ;P  Pytanie tylko skąd taka przebiegłość u dwulatka?! ;P

 

 


 

 

Wczoraj wieczorem Oli mnie pyta: „mama a kiedy Ty byłaś mała?”. Na co odpowiadam: ” synku już dawno, jakieś 25 lat temu”…. Zastanawiając się chwilę, syn dodaje: „wtedy jak żyły dinozaury???”. Także ten… Prehistoria! ;D

 

 

______________________________________________________________

 

 

Skopiowane ze starego postu! 😉 Historia prawdziwa!

„Otóż wczoraj wieczorem byłam z moim starszym synem na kuleczkach. Takich wiecie – co to dzieci kochają najbardziej!  Wychodziliśmy jako ostatni (na szczęście???). Mój syn najdroższy, usiadł na ławeczce przy wyjściu żeby się ubrać i sam z siebie powiedział do Pani w najbardziej empatyczny sposób w świecie „do widzenia”! —-> Wiem, że to nic nadzwyczajnego dla czterolatka, ale wierzcie mi, że na moim osiedlu nawet dzieciom w wieku szkolnym, zwroty tego typu są zupełnie obce… Prędzej zimę w czerwcu zastaniesz niż zwykłe „dzień dobry”, ale nie czepiam się – nie moje dzieci, każdy wychowuje jak chce… W każdym razie, chyba wyobrażacie sobie jak te słowa z ust mojego „małego synka” rozczuliły moje serce! Baaa – nie tylko – ja pękałam z dumy! Nagle stałam się taka wielka ze szczęścia jak balonik, obrosłam w piórka,  już sobie mówiłam w duchu jak to pięknie ze „starym” wychowaliśmy chłopca na takiego dżentelmena, jak cudownie, że jednak nas słucha i przyswaja to wszystko, że mogą nam pozazdrościć, „och – ach” i inne szaleństwa! Omal się nie zaplułam ze szczęścia! ;D Już prawie miałam pisać książkę o dobrym wychowaniu dzieci… Ale najpierw….

Mówię mu na tej samej ławeczce, na przeciwko tej samej Pani co to dostała najpiękniejsze „do widzenia”, że jest bardzo kulturalnym chłopcem, chwalę go pod niebiosa, że pięknie się zachował, że jest bardzo grzeczny itp. (wciąż w tych moich piórkach)! Po czym na tej samej ławeczce, w tej samej minucie, w obecności tej samej Pani, ten sam mój kulturalny syn rzecze do mnie: „Tak mamuś, ja jestem bardzo grzeczny i prawda, że wcale nie można mówić ku*wa mać bo to jest bardzo brzydko???”

(Nie mogłam zaprzeczyć – przecież dziecko prawdę powiedziało!) ;D

Chyba już wiecie, że w tym momencie straciłam wszystkie pióra z tych moich pięknych skrzydeł, co to chwilę temu wyrosły! ;P A w głowie miałam swój obraz jako oskubanej kury do rosołu! ;p

 

 


 

 

I historia z przed kilku dni, pisałam Wam o tym na facebooku! 😉

Oli: mama, a wiesz, że ja mam już zarost i brodę jak tata…
Ja: serio??? Synku, ale jak to??? Już, tak wcześnie???
Oli: właśnie! Nikt nie wie jak to się stało….!

Także ten…. nie znacie dnia ani godziny!

Edit!

Dzisiaj stwierdził, że broda urosła mu również na nogach! ;P

 


 

 

Dla odmiany wczoraj wieczorem, leżąc u boku moich małych dwóch mężczyzn i rozważając jak zwykle na poważne egzystencjalne tematy, młodszy nagle wykrzykuje: „Nachlałbym się pikniku!” ;D —-> Sama nie wiem czy śmiać się czy raczej płakać… ;P

 


 

 

No dobra – teraz Wy się chwalcie, co wymyśliło Wasze potomstwo?! Pośmiejmy się razem miedzy mopem, a gotowaniem! 😉