Dzieci, Lifestyle

Ty też rozpieszczasz swoje dzieci?! Phi!

Przyznaj się, rozpieszczasz swoje dzieci?! Tak szczerze??? Ja tak! I kocham to robić – przyznaję… Z pewną różnicą natomiast! O ile dla wielu ludzi, rozpieszczanie dzieci to kupowanie im drogich zabawek, sprzętów, urządzeń czy zabieranie ich na wypasione wakacje albo zalewanie tylko super przyjemnościami… O tyle dla mnie sprawa wygląda zupełnie inaczej! Ale od początku!

 

 

 

Jak byłam mała mama też mnie rozpieszczała – strasznie! Byłam najmłodsza, wszyscy więc pewnie przyłożyli do tego cegiełkę. Nie miałam 10 lalek Barbie, domku dla lal, nowych wrotek, ani też super ciuchów. Nie jeździłam również na wypasione wakacje do pięknych hoteli, co najwyżej pod namiot w Bieszczady (swoją drogą, nie zamieniłabym tych wakacji na żadne inne – bo były najlepsze!). Nie jadałam z rodzicami na mieście, nie przyjmowałam tony cukierków na klatę, ani innych słodkości. 😉 Mimo wszystko zakładam, że byłam bardziej rozpieszczana niż 1/3 dzieci w naszym kraju… Dosyć odważne stwierdzenie – ale co tam pokuszę się! Ale jak to spytacie? Tak to! Mama dała mi bliskość (zwyczajną/niezwyczajną) i miłości tyle, że noszę ją w sobie po dziś dzień! 😉

 

 

 

I ja „rozpieszczam” swoje dzieci – na różnych płaszczyznach! Codziennie ściskam, gilgocze, łaskocze. Leczę pocałunkami, całuję maleńkie słone łzy. Trzymam za rękę w nocy, przytulam podczas burzy, smucę się gdy oni mają powody do smutku. Rzucam wszystko – biegnę do nich! Przeżywam, słucham, rozmawiam, traktuję jak równych sobie. Czasem nakrzyczę – potem przeproszę… Zupełnie naturalnie. Zwykłe rzeczy, które dziś uchodzą za rozpieszczanie…

 

 

 

Przypomniała mi się pewna historia. Kiedyś robiąc chłopcom jajka na kolację usłyszałam „ale Ty rozpieszczasz swoje dzieci! Nie dziwne, że nie chcą później jeść”. Nadmienię tylko, że sytuacja miała miejsce, kiedy dla Olisia robiłam jajecznicę, a dla Kubusia w tym samym czasie gotowałam jajka na twardo (młodszy nie lubił kiedyś jajecznicy). I wiecie co, tak sobie wtedy pomyślałam: stary człowiek może nie lubić bigosu, smalcu czy czegokolwiek innego i luz! Mamy to szanować, nie lubi to nie je… A dziecko??? „Matka zrobi – to ma żreć i nie wybrzydzać!” Serio??? Dzieci i ryby głosu nie mają?! Dorośli ludzie mają prawo czegoś nie lubić, a dziecko musi uwielbiać wszystko?! Tak to działa??? A danie dziecku wyboru uchodzi za samowolkę i rozpieszczanie? Słabe to trochę…

 

 

 

Kim jest więc rozpieszczony bachor??? Nie wiem, nie znam takiego… 😉

 

 

 

W każdym razie dzieci nie potrzebują tony słodyczy by czuły się rozpieszczane, nie potrzebują też najnowszej gry na konsolę, nowych klocków czy lalki. Do szczęścia nie są im również potrzebne hotelowe gwiazdki, wyspy z białym piaskiem i meduzy… 😉 Ani skarbonka wypchana banknotami, złote klamki i klozety! ;p

 

 

 

Żaden prezent nie zastąpi obecności! <3