CODZIENNIK, OLIWIER & SPÓŁKA

Tajemnicze fazy wieczornego zasypiania moich dzieci

Kurcze, nie wiem jak to jest u Was, ale u mnie wieczorne usypianie chłopców jest jak jakaś jedna wielka misja specjalna! To cały proces, z w kółko powtarzającym się schematem – dłuuuugi proces, trwający niekiedy do dwóch godzin. Rozbrajający, wyczerpujący i powiem szczerze wymagający tysiąca ton cierpliwości!

 

Zaczynając od tego, że ciężko ich zagonić do łóżek, nawet wtedy, gdy ich powieki kompletnie odmawiają współpracy z resztą ciała! Żywcem śpią, ziewają tak, że połknęli by słonia – ale nieeee – twarde sztuki! No dobra, ale powiedzmy, że udało mi się ich w końcu zagonić do swojego pokoju. Oli w swoim łóżku z „kojką” ( kojka to obcięty kawałek mojej ciążowej sukienki, którym O. rekompensował sobie moją nieobecność, to jego przytulanka „kojka mama”, lub czasami jakaś inna szmatka, z którą śpi). Kubuś u mnie na rękach, bo pomimo tego, że ten koleś ma już ponad półtora roku, to przy każdym zasypianiu matka musi z nim „dyndać”, a gość nie należy już do najlżejszych… No dobra, gasimy światło i …. Zaczyna się! Ruszyła maszyna!

 

Mówimy paciorek. Na końcu „AMEN”.

Kuba: „Ale dlaciego amen? Cio to amen? Po cio? „

Sto pytań w ciągu jednej minuty o jedno słowo. Jakoś udało się wybrnąć, ale to jeszcze nie koniec. Na zakończenie mówimy sobie „Boziu daj zdrówko Olisiowi, Kubusiowi i całej rodzinie”… I tu proszę państwa gwóźdź programu, ponieważ moje starsze dziecko, o anielskim sercu zaczyna wymieniać całą rodzinę po imieniu, wszystkie babcie, dziadków, ciocie, wujków, siostrzyczki, koty psy, panią od fizjoterapii, kolegów i wiele, wiele innych osób! Kochany jest, prawda?! W każdym razie w tej fazie na spokojnie mogłabym się kimnąć z 15 minut! ;p

 

Kiedy już przez to przebrniemy, przechodzimy do kolejnej fazy, zwanej etapem potrzeb fizjologicznych. Otóż nagle moje dzieci stają się strasznie spragnione! Jakby biedni nie pili co najmniej ze trzy lata! Więc matka poi! Oczywiście w międzyczasie jest awantura, o to kto pije pierwszy! Zaraz po tym najczęściej Kubusia dopada jeszcze wielka ochota na zjedzenie żelka tudzież lizaka! Dyskutujemy sobie zatem o tym, dlaczego nie może go teraz zjeść. Naturalnym faktem jest, że po takim wodopoju przychodzi czas na „siku”! I w tym momencie zapala mi się wielka, czerwona lampa w bani, która zaczyna się robić coraz bardziej gorąca!!! Nie daj Panie, jeszcze dwójka zaskoczy u Kuby w pieluszce, która w tej chwili już całkiem rozwala system! Kiedy już wydaje, że wszystkie potrzeby fizjologiczne zostały zaspokojone i nic nieprzewidywalnego nie może się wydarzyć – przychodzi kolejna fala!

 

Faza tzw. głupawki! Moja ulubiona zresztą. Pamiętacie ją ze swojego dzieciństwa? Zaczyna się od tego, że jeden z dwóch zbójów zaczyna się ni z tego ni z owego śmiać! Oczywiście drugiemu jest to ” w to mi graj” i zaczyna robić to samo! Prośby i groźby nie pomagają! Moje uderzenia gorąca stają się w efekcie coraz bardziej odczuwalne. Mówię więc grzecznie do mego młodszego syna, że jeśli się nie uspokoi to odłożę go do łóżeczka. Finał jest taki, że przestraszony zaciska z całych sił oczy, udając, że mocno śpi! ;p Niestety tylko na chwilę, ponieważ w kolejnej fazie zaczyna rzucać smoczkiem, oczywiście licząc na to, że za każdym razem będę go podnosić… Po czym następuje faza głośnego ryku, obdzieranego ze skóry niedźwiedzia, mającego na celu wzbudzić litość w matce. Oczywiście w międzyczasie Oli przypomina sobie, że jeszcze coś tam miał zrobić z samochodzikiem, wiertarką czy tam innym ustrojstwem i podejmuje próby nadrobienia swojej zaległości. Na próżno! Nie trudno się domyśleć, że moja złość na tym etapie jest już na poziomie sufitu trzeciego piętra! ;p Ale to nie koniec, jak widać moje dzieci doskonale znają moje wskaźniki! 😉

 

Proszę o ciszę, najpierw spokojnie, później z nieco większym impetem! I to jednak nie może się obejść bez efektu jojo, bo Oli musi powtarzać za mną, że „trzeba być cicho” niczym echo, kilka razy. A kiedy go upominam po raz dziesiąty, tłumaczy rozżalony, że on „tylko chciał powiedzieć, że już nie można gadać”! 🙁 Następuje chwilowa cisza. Nie na długo, gdyż minutę później moje dzieci odczuwają silną potrzebę przeczytania bajki, mądrząc się przy tym, że pani Kasia z przedszkola mówi, że można czytać przed snem bajki! Nie pomaga tłumaczenie, że przecież pół godziny temu robiliśmy to…

 

Zaczynam powoli zmieniać kolory, a najbliżej mi do purpurowego, i ręce mam już po kolona od bezskutecznego dyndania z młodszym! 😉 Zagryzając zęby, wkładam go do łóżeczka i po 40 minutach zmagania się ze ścianą, udaję twardą sztukę i wychodzę z pokoju oznajmiając potworom, że za 10 minut wracam i wtedy mają już spać! Metoda na złego policjanta uskuteczniona!`;) ;p Idę do drugiego pokoju, oddycham głęboko, przełykam ślinę i czekam… Pierwsza minuta zazwyczaj jest pełna ciszy. Ale to cisza przed burzą, bo zapowiada ona tylko kolejną fazę! Następny etap to tzw. gorzkie żale! Dosyć głośny, uporczywy i natrętny! Oczywiście to nic innego, jak tylko rozżalony płacz Kubusia, którego serce i psychika jest zdruzgotane faktem, że matka śmiała go zostawić w łóżeczku i wyjść!;p

 

Wracam na pole bitwy! Nieco podminowana, ale bardziej dotleniona! 😉 Biorę młodszego na ręce i dyndam dalej! Jednak ni z tego ni z owego pojawia się kolejny problem! Otóż wyobraźcie sobie, że w czeluściach ciemnego pokoju ginie Olisiowa kojka… A przecież bez niej zasnąć się nie da rzecz jasna… Poszukiwania po omacku trwają! W między czasie Oli stwierdza, że jest mu gorąco i musi pozbyć się skarpetek, później oczywiście intensywnie ich poszukuje! Kubuś zasypia… Sukces. Odkładam go!

 

Ostatnia prosta.

 

Oli: „chodź mnie przytul, bo się boję, ale tylko troszeczkę”

Tulimy… Tym samym wprowadzamy się w finalny etap (ufff) pytań natury egzystencjalnej, ciekawostek, wspomnień: „a co to jest fabryka?”, „a prawda, ze nie można tego i tamtego”, ” a pamiętasz jak w starym domku…” itp. itd.!  Zasypia. Ja prawie też. 😉 Wychodzę styrana z pokoju niczym koń po Westernie, z ulgą zamykając drzwi. Standardowo po wszystkim uśmiecham się pod nosem i wiem doskonale, że nawet w tym zmęczeniu i złości to najfajniejsze potwory na świecie! 😉