CODZIENNIK, OLIWIER & SPÓŁKA

Trzy rodzaje problemów, którymi nie powinniśmy obarczać naszych dzieci

Osobiście uważam, że w rodzinie należy rozmawiać o wszystkim. Wspólnie rozwiązywać problemy, dzielić się nimi i razem im zaradzić. Nie ważne czy są to sprawy mało istotne, czy całkiem poważne kłopoty. Rodzina jest po to by się wspierać od najmłodszych lat. Są jednak pewne płaszczyzny, sprawy, z którymi dzielić się według mnie z dziećmi nie powinno, w szczególności z tymi najmłodszymi. Uważam, że małe dzieci, nie muszą siłować się z rzeczami, z którymi nie koniecznie są już w stanie zmierzyć się emocjonalnie. Nie są na tyle dojrzałe, by móc je zrozumieć czy udźwignąć. Toteż pewne problemy moim zdaniem powinniśmy rozwiązywać tylko i wyłącznie między sobą (między dorosłymi), na poziomie własnej głowy, czy też z odpowiednimi osobami.

 

Możesz się ze mną zgodzić lub nie, ale ja w tej kwestii założyłam trzy kategorie problemów, którymi dzieci nie powinny być obarczane: finansowe,  z partnerem/partnerką, kłopoty w pracy. Chwilę się nad tym rozwinę.

 

PROBLEMY FINANSOWE

Otóż uważam, że dzieci należy uświadamiać jak najwcześniej o wartości pieniądza, o tym, że trzeba na nie zapracować, a także o kwestii mądrego ich wydawania czy oszczędzania. W przyszłości taka wiedza może być bezcenna. Wszystko super, tylko co w sytuacji, gdy okazuje się, ze nagle tych pieniędzy zaczyna nam brakować. Mam tu na myśli brak środków na rzeczy najważniejszej potrzeby, typu opłaty za dom czy ubrania. Nie wspomnę o sytuacji, kiedy może zabraknąć komuś na jedzenie, bo mam wielką nadzieję, że nigdy żadnego/żadnej z Was to nie spotka. Wracając do tematu, wyobraź sobie, że mówisz czterolatkowi wprost, że nie macie pieniędzy na to żeby zapłacić za prąd czy żeby kupić ciepłą kurtkę w tym miesiącu. Chyba nie muszę Ci tłumaczyć, co się dzieje w głowie takiego dziecka…? Jak działa wyobraźnia i jak mocno potęguje się lęk…? Nasze problemy finansowe mogą być przejściowe, prędzej czy później sobie z nimi poradzimy, znajdziemy rozwiązanie. Natomiast taka informacja dla dziecka może być niepotrzebnym stresem, dużym stresem! Oczywiście nie widzę nic złego w sytuacjach, kiedy mówimy: „nie mogę Ci teraz kupić tej zabawki, bo jest za droga”, bądź „nie mam teraz tyle pieniędzy”. Mam tu raczej na myśli podstawowe wydatki/potrzeby, których brak może naruszyć ich wewnętrzną strefę bezpieczeństwa, a przecież ono jest niezbędne do prawidłowego funkcjonowania.

 

PROBLEMY W ZWIĄZKU

Wyłączam stąd oczywiście problemy najwyższej rangi w związku, typu rozwody, gdzie rozmowa i tłumaczenie jak dla mnie są niezbędne, nawet u kilkulatków. Mam tu na myśli przejściowe kłopoty, sprzeczki, kłótnie. Jestem dosyć upartą osobą, mój R. nie mniej, dlatego też konflikty nie są nam obce. Kłócimy się, godzimy jak w większości związków. 😉 Jednak staramy się tego nie robić przy dzieciach, a załatwiać sprawy między sobą. Dlaczego? Ponieważ uważam, że takie sytuacje należy darować dzieciom. Dorośli się kłócą, dyskutują, wymieniają się argumentami, zdaniami niekiedy w sposób bardzo emocjonalny, tak jak czują w danym momencie. Chwilę później im przechodzi i jest ok. Nieco inaczej jest z dziećmi, które owe konflikty, jako obserwator biorą mocno do serca, nie rzadko obwiniając się za nie. Myślą o tym wciąż, kiedy my już dawno potrafimy zapomnieć. Dlaczego? Ponieważ sprawa dotyczy ich ukochanych rodziców – ich całego świata, niekiedy jedynych autorytetów. Maluchy marzą o tym, by widzieć swoich rodziców razem, uśmiechniętych, szczęśliwych. Dlatego zgodzisz się ze mną, ze lepiej zaoszczędzić im nieprzyjemnych emocji…?

 

PROBLEMY W PRACY

Obarczenie to nie tylko komunikowanie czegoś wprost… Obarczać można na kilka sposobów, również poprzez wyładowywanie stresu, niepowodzeń. Kto z nas ma w dzisiejszych czasach pracę, w której panuje błogi spokój, nie ma ciśnienia i gonitwy?! Podejrzewam, ze niewielu… Dużo osób ma tendencję do wyładowywania swoich nerwów czy złych emocji na bliskich. Na osobach, które kompletnie nie mają nic wspólnego z danym problemem. Znajdując w ten sposób swego rodzaju ujście… Szybciej się denerwujemy, łatwo nas wyprowadzić z równowagi, wkurzamy się z byle czego. Błąd! Tym sposobem zrzucamy swoje niepowodzenia na dziecko, poprzez takie zachowanie mniej lub bardziej świadomie zadajemy karę małemu człowiekowi, który nie ma ze sprawą nic wspólnego. W efekcie mamy dziecko, które niczego z tego nie rozumie, mimo to jednak zostało zranione. Cóż poradzić? Wyjście jest jedno: oddzielić zupełnie pracę od życia rodzinnego, niepowodzenia zostawić w biurze, za kasą, za kierownicą, w miejscu swojej pracy. Wiem, nie jest łatwo, ale da się! W końcu rodzina to ostoja, a obecność bliskich ma cieszyć i rozładowywać napięcie – pamiętajmy o tym… 🙂