CODZIENNIK, OLIWIER & SPÓŁKA

Cztery rzeczy, bez których nie wyobrażam sobie wczesnego macierzyństwa

Jakim typem jesteś w kwestii gadżetów dla niemowląt? Musisz mieć wszystkie dostępne na rynku nowości, czy raczej starasz się ograniczać do rzeczy niezbędnych? Dopiero teraz z perspektywy czasu mogę ocenić to u siebie obiektywnie. Aktualnie „na trzeźwo” jestem w stanie wyliczyć rzeczy, bez których nie wyobrażam sobie wczesnego macierzyństwa, które okazały się świetnym wyborem i nie żałuję wydanych na nie pieniędzy. Nie oszukujmy się, rzeczy dla niemowląt bywają niesamowicie drogie. W tej kwestii starałam się raczej nie przesadzać (no może poza ubrankami;)) i zaopatrywać nas w gadżety praktyczne, oczywiście nie ominęłam przy tym kilku gaf. Nie jestem natomiast typem, który musi mieć specjalny kosz na zużyte pampersy czy trzydzieści par kocyków z różnych tkanin, na każdą porę roku… Nie neguję tu słuszności ich posiadania przez niektóre osoby, a raczej chodzi o to, że jeżeli mogę się bez czegoś obyć, bądź mieć tego mniej (wystarczająco) to jest to dla mnie zadowalające.

 

Ale do rzeczy! Tak na serio, takich „must have” które przydały mi się bardzo przy moich Dwóch Gagatkach pewnie by się uzbierało z dziesięć, jednak postanowiłam wybrać cztery – ratujące życie i zdrowie matki!;p Rzeczy, bez których nie wyobrażam sobie wczesnego macierzyństwa:

 

  1. KATAREK – mowa o tym ustrojstwie, które podpinamy do odkurzacza i wyciągamy nim gile dziecku. Jeśli mam szczera, to ten wynalazek był i jest do tej pory naszym wybawieniem! Szczerze nie wiem jak niektórzy bez niego sobie radzą. W szczególności przy Olwierku przydał nam się bardzo, ponieważ ten jak wiecie często chorował, a spływająca wydzielina z nosa, której niemowlę nie jest w stanie wydmuchać, przy każdej infekcji powodowała wymioty. Cały proces odciągania jak się domyślam nie należy do najprzyjemniejszych, ale idealnie oczyszcza nos i to jest najważniejsze. Poleciła nam go pediatra i choć na początku mieliśmy duże opory, jak podobno większość rodziców, to jednak sytuacja sprawiła, że zakupiliśmy go i został z nami do dziś. U nas to już chyba czwarta sztuka. Jeśli masz obiekcje co do zakupu – to zapewniam Cię, że to bezpieczny i skuteczny sprzęt. Bez porównania z Fridą czy Sopelkiem.

  2. SZUMIŚ – to był najlepszy prezent jaki mogliśmy dostać! Swoje zdanie na jego temat wyrażałam już kiedyś Tu —> Szumiś to fajny miś , zatem teraz nie będę się jakoś mocno rozpisywać. Kubuś był wymagającym noworodkiem/niemowlakiem, niekiedy wszystkie sposoby zawodziły i nic nie było w stanie go uspokoić. Szumiś przyszedł z pomocą i uratował nas w nie jednej sytuacji. Oczywiście nie ma sposobu, który działałby za każdym razem, jednak w większości momentów sprawdził się na medal.Wart wydania tych złociszy! 😉

  3. ŚPIWOREK DO SPANIA – co trapi najbardziej każdą matkę? Mnie na przykład (i podejrzewam, że nie tylko mnie) najczęściej dwie rzeczy: czy moje dzieci są najedzone i czy jest im w nocy dostatecznie ciepło? Co do tego drugiego z Olim nie miałam takich problemów, ponieważ spał z nami praktycznie przez pierwsze trzy lata, Kubuś znacznie krócej, gdyż po przeprowadzce musieliśmy wyeksmitować chłopców do ich pokoju. Tak więc latałam jak głupia po milion razy w nocy, co by przykryć moje dziecko, które co chwila się rozkopywało. Żałuję, że tak późno wpadłam na to, by kupić śpiworek! Od tej pory śpię lepiej, mając świadomość tego, że żadna z moich dwóch pulchnych stópek mi nie zmarznie… 😉 Dziecku za to jest wygodnie, komfortowo, ponieważ śpiworek w żaden sposób nie blokuje jego ruchów i cieplutko. Nawet o tej porze roku nie przykrywamy Kubusia kołderką, w naszym mieszkaniu jest dosyć ciepło, także piżamka i śpiworek w zupełności wystarczają. Żałuję, że nie ma takich większych na Olisia. 😉

  4. NOSIDŁO – bądź CHUSTA dla tych najmłodszych dzidziusiów. Z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że bez niego nie dałabym rady zostając mamą dwójki dzieci. Serio! Uratowało mi ono życie! Kiedy Oli chciał na ręce lub odpocząć w wózku, mogłam na spokojnie przypiąć Kubusia w nosidełko, dzięki czemu bez obaw mogliśmy wybierać się w dłuższe trasy piesze we troje. Poza tym nosidło doskonale sprawdza się na wszelkich wyjazdach. W szczególności doceniliśmy je będą w górach, wybierając się w miejsca, gdzie wózek kompletnie by się nie sprawdził. Ponadto taki gadżet idealnie przydaje się w domu, przy wszelkich pracach. Gdyby nie nosidło niewiele bym mogła zrobić z Kubusiem na rękach, który wciąż chciał być noszony. Wynalazek nie najtańszy, ale wart swojej ceny, w szczególności kiedy masz dwoje dzieci z niewielką różnicą wieku. Jest wiele różnych firm oferujących nosidła, według mnie przed zakupem najlepiej skonsultować się z fizjoterapeutą lub ortopedą, który pomoże nam dokonać właściwego wyboru. NOSIDŁO – nie wisiadło! 😉 Pamiętaj:))

Podsumowując, bez tych gadżetów nie wyobrażam sobie funkcjonowania! 😉 Oczywiście jak wspominałam są jeszcze inne rzeczy, takie jak chociażby monitor oddechu, który przy Oliwerku był nam niezbędny, czy akcesoria, które pozwalają w bezpieczny sposób zająć dziecko, a nam spokojnie wypić kawę, typu bujaczek czy mata edukacyjna. Dzisiaj mamy mnóstwo świetnych wynalazków, które w znaczny sposób ułatwiają nam macierzyństwo, wybór jest niesamowity. Zwariować można! Czy jednak każda nowość jest takim niezbędnikiem, sama nie wiem…? Co dla Ciebie było totalnym „must have”? 😉