CODZIENNIK, NIECODZIENNIK, OLIWIER & SPÓŁKA

Rodzinny urlop to nie wakacje od nagłych wypadków

Pogoda piękna, słonko delikatnie łaskocze promieniami, aż się prosi by znaleźć się szybko na piaszczystej plaży… A jak o plaży mowa to naturalne, że okres urlopowy właśnie się zaczął. Każdy z Was pewnie ma już przynajmniej wstępne plany co do miejsca i czasu wypoczynku. Jaki obieracie kierunek w tym roku? Cenicie sobie wielkie kompleksy hotelowe czy raczej rodzinne, ustronne miejsca?

 

 

 

Tak sobie myślę, że kiedyś, zanim zostałam mamą to całe planowanie było jakieś łatwiejsze. Dziś postanawiam – jutro jadę! Kojarzycie te klimaty?;) Z dziećmi jest już nieco trudniej… Nie wystarczy wybranie odpowiedniego miejsca z dogodnymi warunkami, jako rodzice musimy być przede wszystkim przewidywalni! Mam rację?! Bo urlop z dzieckiem to nie wakacje od nagłych wypadków, dolegliwości dziecięcych czy nieprzewidzianych splotów zdarzeń. Do tych chciałam nawiązać w dzisiejszym wpisie…

 

 

 

Pamiętam kiedy kilka miesięcy po narodzinach Kubusia wybraliśmy się wszyscy razem w Bieszczady. W planach mieliśmy oczywiście spędzić aktywnie czas, upajając się wzajemną bliskością. Miała być sielanka, spacery z cudownymi widokami, świeże górskie powietrze, dobra zabawa. Wyszło nieco inaczej… Dlaczego? A no dlatego, że Oliś dostał boleści brzuszka, które były u niego dość powszechnym zjawiskiem, a my nie byliśmy na to specjalnie przygotowani. Na domiar złego, było to w okresie świątecznym, w związku z tym wszystkie najbliższe apteki czy sklepy były zamknięte. Domowe sposoby nie do końca się sprawdziły, lub sprawdziły się tylko na chwilę. W związku z tym nasz cały, krótki urlop przebiegł w nieco stresującej i niezbyt komfortowej aurze…

 

 

 

Na szczęście sytuacja więcej się nie powtórzyła, ponieważ teraz bez względu na czas urlopu jadę z pewnymi niezbędnikami. Wyjeżdżając na wakacje z dzieckiem musimy być przygotowani na wszystko! Nie przewidzisz tego czy dziecko dostanie gorączki, kolki, stłucze się, przewróci (jak nasz Kubuś ostatnio 🙁 ), czy nagle zaczną wychodzić mu ząbki… Sami wiecie, że przy dzieciach tych dolegliwości jest znacznie więcej. Absolutnie nie chodzi o to, by wozić ze sobą całą walizkę specyfików od wszystkiego i na wszystko, ale zaopatrzyć się przynajmniej w podstawowe rzeczy.

 

 

Osobiście mam tylko kilka niezbędników, które zawsze zabieramy ze sobą, dających mi swego rodzaju komfort psychiczny i poczucie bezpieczeństwa. Dlatego jadąc na urlop zawsze mamy przy sobie: wodę utlenioną, gaziki, plastry, jakąś sól fizjologiczną do noska, odrobinę oleju kokosowego w niewielkim pojemniku ( za chwilę napiszę Ci po co i dlaczego), latem coś od oparzeń i Viburcol – kiedyś w czopkach, dzisiaj już w kropelkach.

 

 

 

No dobra, ale po co mi ten olej kokosowy? Nie wiem jak Wasze dzieci, ale moje w tym okresie wciąż się rozbijają… Sezon na rower, hulajnogę, szaleńcze bieganie w pełni trwa. Są więc momenty, ze strupy i zadrapania na kolanach i łokciach chłopców mogę policzyć na palcach u dwóch rąk. Nie wspomnę już o ostatnim wypadku Kubusia… Olej kokosowy dzięki swoim właściwościom doskonale sobie radzi z takimi ranami czy zadrapaniami, dzięki czemu dużo szybciej się goją i skóra tak intensywnie nie swędzi w momencie ich gojenia. Wypróbujcie koniecznie!

 

 

 

Druga rzecz to Viburcol, ten sam, który polecałyście mi kiedy to Kubuś intensywnie ząbkował i wcześniejsze specyfiki nic a nic nie działały. Odkryłam go dzięki Waszym radom i wielkie brawa za to dla Was! Służy nam do dziś, w formie kropelek, dla młodszych dzieci polecamy czopki. Dzięki niemu nie wożę ze sobą sterty leków, ponieważ można go stosować u dzieci i niemowląt w stanach niepokoju występujących między innymi przy bólu brzuszka, kolce, infekcji, ząbkowaniu czy nawet po szczepieniu. Ponadto Viburcol może się doskonale sprawdzić u dzieci, które mają lęki czy problemy ze snem w nowych miejscach, a wiem że takie są wśród Was. Spectrum działania jest bardzo wysokie. Dla mnie jednak najistotniejszą zaletą jest fakt, że Viburcol zawiera wyłącznie naturalne składniki, np. rumianek, babkę zwyczajną czy sasankę łąkową. Nie lubię zbędnej chemii, której i tak we wszystkim jest dużo. Poza tym 30 lat na rynku przemawia do mnie z podwójną siłą. Żałuję tylko, że nie znałam go wcześniej, bo nasz urlop w górach pewnie by przebiegł nieco inaczej…

 

 

 

Wracając jednak do tematu urlopowego, jeżeli wybieracie się gdzieś rodzinnie po raz pierwszy pamiętajcie, że przewidywalność rodzica to podstawowa sprawa na wakacjach! Nie ważne czy jedziecie na jedną noc czy tydzień, weźcie ze sobą wszystko, co sprawi, że nie spiszecie tego czasu na straty i zbędne zamartwianie się! 😉

Udanego i spokojnego urlopowania!

 

 

 

Aga! :*

 

 

 

p.s. Szczęśliwe i zdrowe dziecko to najpiękniejszy obrazek na wakacjach! <3 Na zdjęciach Kubuś jeszcze z pięknymi ząbkami…