CODZIENNIK, OLIWIER & SPÓŁKA

Rodzeństwo z dużą różnicą wieku. Z perspektywy najmłodszego.

Po opublikowaniu wpisu z muzyką lat dziewięćdziesiątych, i wspomnieniu o tym, że mam dużo starsze rodzeństwo zalałyście mi skrzynkę pytaniami, o to jak to jest z taką różnicą wieku między dziećmi? No cóż, nie mogę chyba w pełni precyzyjnie odpowiedzieć na to pytanie… Postaram się zatem przedstawić moje stanowisko – z perspektywy tego najmłodszego dziecka. 😉

 

 

 

Rodzeństwo z dużą różnicą wieku.

 

 

Otóż… Zacznijmy od tego czy rzeczywiście 10 i 8 lat to aż taka duża różnica wieku? Kiedyś tak – dzisiaj już nie! 😉 Myślę, że na spokojnie, w skrócie te relacje można podzielić na trzy etapy życiowe.

 

 

 

ETAP PIERWSZY!

 

Euforia. Ponoć się cieszyli! Ponoć kłócili się o to, kto pierwszy ma prowadzić wózek! Ponoć nawet trochę lubili, pomagali! 😉 No cóż, mała dzidzia – pewno jak żywa lala, szkoda tylko, że po czasie nie można odłożyć na półkę i zapomnieć… ;p

 

 

p.s. Kiedyś podobno wypadłam któremuś z wózka… Przypadek?! ;p

 

 

 

ETAP DRUGI!

 

To już czasy, które pamiętam, nie wszystko, ale jednak większość. Trwał on dobrych kilka lat. Moi rodzice pracowali, zatem wakacyjne miesiące poza pobytami u babci, spędzałam pod opieką siostry albo brata. Z mojej strony całkiem niezła perspektywa, bo zazwyczaj dla młodszego rodzeństwa te starsze są autorytetem i chce się być jak oni…

 

 

Tak więc chciałam być jak moja siostra, czasami chodziłam w jej za dużych ubraniach, nie mogłam się doczekać aż dorosnę do tych, które na nią już były za małe, miałam tendencję do przywłaszczania sobie jej książek, pamiętników czy śpiewników i podpisywania ich własnym imieniem i nazwiskiem… ;p

 

 

Jeżeli chodzi o brata, to nie wiem czy to reguła, ale mam wrażenie, że starszy brat to jakby trochę pierwsza miłość – ale taka wiecie – męski autorytet młodszej siostry! 😉 Toteż uwielbiałam z nim spać, oglądać boks w czarno-białym telewizorze do późnej nocy. Byłam zazdrosna o jego dziewczyny i takie tam inne „nadziemne” sprawy… ;p

 

 

Nie czułam się wtedy jak kula u nogi, choć taką własnie trochę byłam! ;p Gdyż moja perspektywa od tej rodzeństwa mam wrażenie, znacznie się różniła… Teraz to już się wcale nie dziwię! 😉 Po pierwsze to jakby nie było zabierałam im trochę wakacje, bo z gnojkiem trzeba było siedzieć… Ktoś musiał. Przyznam, że częściej była to moja siostra, która w owym czasie karmiła mnie zupą na akord (jakby to powiedzieć nie nadążałam łykać, a zupa spływała mi po brodzie;p ), czasami musiała mnie postraszyć, że mnie zostawi i pójdzie i do koleżanki – domyślam się, że to było tylko w momentach ostateczności! ;P Raz nawet za karę wylądowałam we frani (pralce) ;p , traumę mam do dziś – hehehe! Ale na spokojnie, poza tym byliśmy „całkiem” normalnym rodzeństwem i ogólnie to troszczyła się o mnie… 😉

 

 

Z bratem rzadziej zostawałam (może był bardziej cwany?), ale zdarzało się, że na boisko targał mnie ze sobą z ranami otwartymi i lejącą się krwią po rowerowych eskapadach i zabawach w ganianego! 😉

 

 

Poza tym w tym okresie znacznie powiększyłam swój zasób słów (nie koniecznie ładnych ;p), które wymieniałyśmy między sobą z siostrą, a i do delikatnych rękoczynów dochodziło… Także ten, wszystko w normie jak w każdym zdrowym rodzeństwie… ;p

 

 

Podsumowując: byłam dla nich trochę takim gnojkiem, z dziurą czasową i intelektualną pomiędzy! 😉 Ani to pogadać, ani się pobawić! ;p

 

 

 

ETAP TRZECI!

 

Ten już trwa myślę z 15 lat! Najlepszy! 🙂 <3  Zdążyliśmy się dotrzeć, dogadać, zdążyłam wyrosnąć. 🙂 Dziś każde z nas ma swoje rodziny, spotykamy się chętnie i często, razem świętujemy, wspieramy się, cieszymy, imprezujemy, a jak przyjdzie „zła” chwila to i smucimy… I śmiało mogę powiedzieć, że to jedni z moich najlepszych przyjaciół jakich mam! Różnica wieku się zatarła, problemy codzienne te same, radości też. Nie wyzywam się już z siostrą (raczej;p), za włosy też już się nie targamy… 😉 Dziś nie wyobrażam sobie innej konfiguracji, nie widzę różnic… 🙂 Jest dobrze i mam nadzieję, że nigdy się to nie zmieni! 😉

 

 

 

Reasumując, jeśli obawiacie się dzieci z większą różnicą wieku – nie ma czego… Początki bywają trudne, ale liczy się efekt końcowy – prawda? 😉 Nie znam zresztą takiego rodzeństwa, nawet rok po roku, które nie prowadziłoby ze sobą wojen, walk i kłótni! Chyba każdy musi przejść taki etap… 🙂 Byle cało! ;P Wszystko jednak zależy od charakteru i wychowania, wpajania pewnych rzeczy od początku – mam wrażenie… Nadmienię tylko, że dla tego najmłodszego są już przetarte ścieżki i chyba jakoś tak się szybciej dorasta… 😉

 

 

 

 

Tyle ode mnie! 😉

 

Kiss

Aga! :*