CODZIENNIK, OLIWIER & SPÓŁKA

Przeproś za swoje dzieci!

„Przeproś za swoje dzieci!”

 

 

Historia prawdziwa.

 

 

 

Zanim skończyły się wakacje niemal każdego dnia lądowałam z chłopcami na placu zabaw. Żeby nie było nudno to staraliśmy się odwiedzać różne place, w okolicach naszego osiedla. No bo gdzie tu zabrać dzieci, które mają w sobie tyle energii, że mogłyby obdarować połowę świata, dziką chęć zabawy i ruchu?! Tym bardziej mieszkając w bloku… Zapewne większa część Was tak robi. Zresztą jakby nie było to plac zabaw jest miejscem stworzonym dla dzieci, do ich aktywności i zabawy, prawda??? Oczywiste!

 

 

 

To Cię zaskoczę – bo nie wszyscy tak uważają! Otóż pewnego pięknego dnia wybrałam się z chłopcami na takowy plac zabaw blisko domu. Chłopcy huśtali się, zjeżdżali ze ślizgawki, ganiali się i kręcili na karuzeli. Nic nadzwyczajnego! Ot takie zabawy. Śmiechu było co nie miara, radości, dziecięcych popiskiwań kiedy brat doganiał brata, przekomarzania się kto wygrał, kto zjechał szybciej i kto ma większą super moc. Zabawa nie różniła się niczym od tych, które słyszę codziennie za oknem, a nasze okna wychodzą na plac zabaw.

 

 

 

Kiedy tak sobie siedziałam wpatrzona w moich chłopaków z pełnym zachwytem w sercu jak to się fajnie uzupełniają w tej zabawie, moją zadumę przerwał głos mężczyzny, na oko około 50-letniego. Pan zza płotu warczał do mnie, że moje dzieci się głośno zachowują. On tutaj mieszka w okolicy i każdego dnia musi słuchać dziecięcych krzyków i ma już tego dosyć! – powiedział z wyrachowaniem.

 

 

 

Nieco mnie to zaskoczyło, bo moje dzieci nie darły się niczym dzikie osły, a wydawały naturalne emocjonalne dźwięki jakie towarzyszą większości dzieci podczas fajnej zabawy. Odpowiedziałam więc grzecznie, że przecież po to te place zabaw są, żeby dzieci mogły się bawić i wybiegać…

 

 

 

Na co Pan odpowiedział mi coś w rodzaju (to nie cytat)  „milcz kobieto! Przeproś za swoje dzieci! I nie dyskutuj!”. Prosi o ciszę, koniec i kropka!

 

 

 

Naprawdę darzę wszystkich ludzi szacunkiem i rodzice mnie dobrze wychowali, ale nie trawię nadmiernej nadgorliwości, braku szacunku do dzieci i samolubów, którzy nie widzą nic poza czubkiem swojego nosa. Zatem pan nieco wyprowadził mnie z równowagi… Niewiele myśląc odpowiedziałam, że cicho to jest w domu starców… I wcale nie ze względu na wiek pana – bo był stosunkowo młody, ale… Na miłość Boską pytam się gdzie te dzieci mają się bawić (nie tylko moje, wszystkie!)??? Przed klatką nie wolno,, przy ulicy niebezpiecznie, w lesie się nie krzyczy… Wszyscy kiedyś byliśmy dziećmi! Nikt z nas nie siedział cicho w kącie całymi dniami…Poza tym decydując się na  mieszkanie w bloku musimy mieć na uwadze takie rzeczy, jedni muszą zaakceptować zabawę dzieci, inni sąsiada co gra na pianinie, a jeszcze inni psa… No tak to już jest! Wspólnota = akceptacja.

 

 

 

Pan w odpowiedzi obruszył się jeszcze bardziej, użył kilku nie wskazujących na sympatię epitetów i odszedł. Pora obiadowa nas goniła, więc i my poszliśmy.

 

 

 

Nie mówię, że dzieci są pępkiem świata i wolno im robić wszystko – nie absolutnie! Ale bez przesady… Może pan miał zły dzień, a może to doskonały przykład „zapomniał wół jak cielęciem był!”  Nie wiem… Mnie tam osobiście cieszy jak dzieci dobrze bawią się w miejscach dla nich przeznaczonych, zamiast siedzieć przed telewizorem czy wymyślać głupoty… Chyba tym rządzi się dzieciństwo… Poza tym zazwyczaj spotykam się z podobnym entuzjazmem, nawet wśród ludzi dużo starszych. A tu taki klops! Co myślisz? 😉

 

 

 

I nie zamierzam przepraszać w takich sytuacjach za moje dzieci, które nie robią nic co wykracza poza ich dziecięce przywileje…

 

 

 

Amen! 😉

 

p.s. A jeszcze tak pięknie było tydzień temu w Nałęczowie… Lato wróć!