Lifestyle, Od serca

Przepraszam, nie wierzę!

W całym internecie, aż roi się od przeszczęśliwych singli, robiących szeroko pojętą karierę zawodową, samowystarczalnych i spełnionych, oraz od wzorowych małżeństw, kochających się ponad życie, bez problemów zwykłych szaraków, zawsze zgodnych i uzupełniających się nawzajem. Na facebooku, instagramie i innych takich, razi w oczy od zdjęć zakochanych par z dziesięcioletnim stażem, każdego dnia nowa fotka z romantycznej kolacji, spaceru, randki. Jedyni w swoim rodzaju samotni single osiągają kolejny szczyt Mont Everest, uwieczniając to rzecz jasna, zdobywają kolejny szczebel kariery, następny dyplom od swojej korpo matki za najlepsze wyniki, odkrywają kolejną, wyśnioną imprezownię po ciężkim dniu w pracy. Aż chce się żyć! Człowiek tak popatrzy, poduma, pozarazdrościć nawet trochę można tej frywolności, niezależności, kolejnych sukcesów zawodowych, podróży, a nawet męża koleżanki, który jest nie byle jakim biznesmenem, a po robocie ogarnia chałupę, zajmuje się dziećmi, a wieczorem żoną, która tylko leży i pachnie, ach no i jeszcze chodzi na zakupy po najnowsze Korsy i Diory!;)

Patrząc przez pryzmat wirtualnego świata, można by sobie dać rękę uciąć, że żyjemy w czasach samych szczęśliwych ludzi! Single z pozycją i kasą, same idealne małżeństwa i cudowne dzieci, które nigdy nie marudzą. Sory, ale nie wierzę w to całe pięknie przyozdobione, internetowe gówno! Nie wierzę w obrazki na pokaz! Proszę, nie dajmy się zwariować! Nie dajmy sobie wmówić, że czyjeś życie jest lepsze, że każdy samotny z wyboru jest samowystarczalny, nie potrzebuje do życia drugiej osoby, kariera daje mu pełną satysfakcję i za cholerę nie miewa chwil, kiedy to najchętniej wtuliłby się w czyjeś bliskie ramiona! Albo chociażby nie ucieszyłaby go myśl, że na starość będzie miał z kim pierdzieć pod jedną kołdrę! No sorrrrry!!!!! To samo dotyczy pseudo idealnych związków, ludzie obnażają się ze swoimi uczuciami, niejednokrotnie na pokaz, ale nikt nigdy nie przyzna, że czasami bywa po prostu chujowo! Sielanka nie trwa wiecznie, każdy związek ma swoje gorsze chwile. Jesteśmy tylko ludźmi, mamy swoje wady, słabości. Raz jest burza, a raz słońce. I nie ma w tym nic patologicznego… Naturalne sprawy.

Sama jestem żoną, z kilkuletnim stażem. Bywało różnie, po dzień dzisiejszy mamy tak, że przynajmniej siedem razy w roku rozwodzimy się w myślach, średnio raz na dwa tygodnie mam ogromną ochotę udusić mojego R. poduszką (ale żeby długo cierpiał;p), a on zapewne co trzeci dzień wysłał by mnie w kosmos bez biletu powrotnego! Prowadzimy odwieczne wojny o bałagan, brudne naczynia, skarpetki i inne takie! I będzie tak zapewne do usranej śmierci (o ile tyle ze sobą wytrzymamy;)). Kłócimy się, godzimy, wyklinamy czasami – takie charaktery… Nie lubimy w sobie pewnych rzeczy, cech, a mimo wszystko jesteśmy rodziną, potrafimy się razem wygłupiać, wspierać, stawiać czoła problemom… Pomimo, że życie nie raz wyrwało nas z korzeniami…:) Oczywiście chciałabym żeby każdego dnia przynosił mi kwiaty i mówił jaka to jestem piękna o poranku, a on najpewniej pragnąłby co wieczór w sypialni bogini sexu!;)  Ale czy nie najważniejsza jest świadomość tego, że kiedy jest naprawdę źle, kiedy grunt Ci się pali pod nogami masz osobę, której możesz o tym wszystkim opowiedzieć, i pewność, że ta osoba zawsze stanie za Tobą murem…?! <3

Zatem moja droga nie daj się omamić internetowej wizji, medialnej otoczce, nie zadręczaj się tym, że Zośka ma lepiej! Może i ma na swój sposób, ale czy Ty koniecznie czułabyś się szczęśliwsza w jej skórze??? Czy aby na pewno to jak malują szczęście inni – uszczęśliwiło by i Ciebie??? Nie mam pewności…