Lifestyle, Od serca

Pomaganie jest dobre, ale… No właśnie, czy jest jakieś „ale”?!

Pomaganie jest dobre, ale… Czy jest w ogóle jakieś „ale”? Myślę, że w naturze każdego człowieka powinno być zakodowane, że winniśmy pomagać słabszym, młodszym, starszym, tym którzy mają mniej, tym, którzy mają trudniej i gorzej… Sama tak zostałam wychowana i podobnie staram się wychowywać moje dzieci. Z wiekiem jednak odnajduję w tym wszystkim pewne „ale”… Nie przyszło mi to „z powietrza”, a z pewnych doświadczeń, o których dzisiaj chciałabym Wam opowiedzieć.

 

 

 

Mianowicie w genach zostałam obdarzona empatią do ludzi i głębokim współczuciem. Jeżeli chodzi o dzieci, to już w ogóle jestem kompletną wariatka na tym punkcie. Zaraz po urodzeniu Oliwierka byłam uzależniona od siepomaga.pl i innych tego typu stron, które wspierały zbiórki dla ciężko chorych i doświadczonych mocno przez życie dzieci. Do tego stopnia, że te wszystkie historie odciskały ogromny ślad na moich emocjach, a przy tym wpływały bardzo mocno na życie codzienne. Innymi słowy zalewałam się tymi smutkami i każda jedna historia odbierała mi po cząsteczce radości z życia… Nie potrafiłam się do tego zdystansować, jedynym ratunkiem było „lekkie” odcięcie się do tego wszystkiego. Mając jednak ogromny dług u „Tego na Górze” <3 ( w ramach wdzięczności za Olisia) nie przestałam nigdy wspierać, godząc się z myślą, że świat już tak jest skonstruowany…

 

 

 

Ale do brzegu…;) Dzisiaj chciałam Wam opowiedzieć trzy historie, które poniekąd zmieniły moje myślenie i pogląd na istotę pomagania. Wszystkie dotyczą osób dorosłych i każda z nich ma podwójne dno. Otóż…

 

 

 

Kiedyś będąc w pracy, wyskoczyłam do sklepu, co by się nieco dożywić w przerwie. Należę do ludzi, którzy nie często noszą ze sobą jakąś gotówkę, bo przecież teraz wszędzie można płacić kartą bez większych przeszkód. W portfelu więc zazwyczaj mam jakieś drobne monety, nic poza tym. W drodze do sklepu spotkałam straszą Panią, na pewno po siedemdziesiątce. Pani grzecznie zaczepiła mnie i zapytała czy mogłabym jej dołożyć do leków ponieważ zabrakło jej kilka zł. Bez zastanowienia odpowiedziałam, że oczywiście i szybko sięgnęłam po portfel. A tam jak już wspominałam – same drobniaki… Nie chcąc obarczać Panią ciężarem groszówek, wygrzebałam może jakieś 15 zł i wręczyłam je jej. Niewiele, ale tyle miałam… Na co staruszka, łapie mnie za rękę, zagląda do portfela i pyta „czy nie mam grubszych pieniędzy?”…

 

 

 

Hmmm… Wiecie co, nie oceniam tej Pani, ale zrobiło mi się trochę przykro… Być może faktycznie była w trudnej sytuacji życiowej, a może to właśnie był jej sposób na życie… Nie wiem, nie wnikam. Bankomatu w okolicy nie było, w związku z tym pomimo tego co się działo we mnie w moim wnętrzu, możliwości miałam ograniczone. Coś mnie jednak uderzyło w zachowaniu tej Pani… Wiecie o co chodzi??

 

 

 

Druga historia miała miejsce w Biedrze, całkiem niedawno. Poszłam na jakieś szybkie zakupy, dla odmiany nie wzięłam karty, tylko zgarnęłam 100 zł do kieszeni. Przed Biedronką spotkałam bezdomnego Pana, kojarzę go bardzo dobrze, ponieważ często chodzi po naszym osiedlu, zazwyczaj po wpływem niestety… Pan nieśmiało zapytał czy mogłabym mu kupić coś do jedzenia. Od razu pomyślałam, że jasne – przecież nie prosi mnie o alkohol, pewnie dawno nic nie jadł… Po wejściu do Biedry zatrzymałam się przy warzywach. Pan zapytał czy może sobie wybrać samemu coś do jedzenia, oczywiście zgodziłam się bez wahania. Po kilku minutach, kiedy kierowałam się do lodówek, zauważyłam na przeciwko mnie tego samego bezdomnego Pana, który pod swoimi dwiema pachami niesie dwie wielkie mrożone kaczki i kilka innych rzeczy w rękach. Pomijam już fakt, że nie wiem czy ta moją stówą wypłaciłabym się za te kaczki, nie mówiąc już o innych rzeczach…

 

 

 

Przyznaję, że ten widok nieco podniósł mi ciśnienie… Wchodząc do sklepu myślałam, że chętnie kupię Panu coś czym będzie mógł się posilić w danej chwili, coś co zaspokoi jego głód. Nie wpadłabym na to, że człowiek, który raczej nie ma schronienia nad głową, będzie robił zapasy mięsa mrożonego i innych tego typu rzeczy… Wiem, że to strasznie stereotypowe, ale przez głowę przeszła mi myśl, że może chce te rzeczy o większej wartości, ażeby później je sprzedać i mieć pieniądze na alkohol… Nie lubię siebie za te myśli, ale to faktycznie przeszło mi przez głowę w tamtej chwili… Grzecznie poinformowałam Pana, że tego nie mogę mu kupić, ale możemy razem wybrać coś do jedzenia, co będzie mógł spożyć teraz. Na co Pan nieco się obruszył i zaczął uporczywie chodzić za mną po sklepie. Wystraszona trochę całą sytuacją, poprosiłam by przestał za mną chodzić i poczekał przed sklepem, w przeciwnym razie poinformuję ochroniarza. Pan zdenerwowany wyszedł ze sklepu. Niewiele myśląc, zakupiłam z myślą o tym człowieku  jakieś bułki, kiełbasę i inne rzeczy, które nie wymagają gotowania. Po wyjściu z Biedry okazało się, że Pan się ulotnił… Być może nie takiej formy pomocy oczekiwał… Pozostał niesmak.

 

 

 

Trzecia historia miała miejsce w Mc Donalds, w centrum mojego miasta. Tak więc stoję sobie w kolejce po odbiór zestawu, który nie ma nic wspólnego z wartościowym jedzeniem, a ma zaspokoić moją chwilową zachciankę i na moment zabić mój wilczy głód. Tuż przed kasą stoi Pan (najprawdopodobniej bezdomny), który wykłóca się o jakieś resztki z pracownikiem. Sytuacja dosyć ostra, w związku z tym pracownik restauracji wzywa ochronę, która wyprasza Pana na zewnątrz. W tym czasie dostaję swój zestaw. Myślę sobie w duchu, „nie no nie przełknę tego, wiedząc, że być może ktoś inny nie jadł nic od długiego czasu… Oddam mu ten zestaw, przynajmniej nie pójdzie w boczki… ;)” . Wybiegam więc do Pana i oddaję papierową torebkę w jego ręce. Na co on do mnie z krzykiem i złością odpowiada, że „nie jest żebrakiem i żebym sobie to wsadziła w … nos!”. Chciałam dobrze – nie wyszło. Pomyślałam, że pomogę człowiekowi jedzącemu resztki ze stołów, a sytuacja przybrała nieco inny wymiar…

 

 

 

Może to niesprawiedliwe, może głupie, ale dzisiaj pomagając dorosłym ludziom najpierw trzy razy się zastanawiam… Nie wyobrażam sobie odmówić pomocy dzieciom, ale co do ludzi w sile wieku mam niekiedy pewne wątpliwości…  No i właśnie, pomagania jest dobre, ale… W tym też trzeba być czujnym. Warto jednak wspierać zweryfikowane zbiórki czy pomagać ludziom, których sytuacja jest nam znana…  Co myślicie? Znacie podobne historie? Podzielcie się koniecznie swoimi doświadczeniami!