Lifestyle

Czy POLAK uczy się na cudzych błędach??? Z koronawirusem w tle…

Zdecydowanie wolałabym tu do Was wrócić w innych okolicznościach… Chciałabym żeby, to co głoszą wszystkie media i ludzie okazało się tylko jakimś koszmarem, z którego jutro rano się wybudzę… Z koronawirusem w tle! Boję się… O dzieci, o męża, o rodziców, rodzeństwo, teściów, całą rodzinę, znajomych i tych, których jeszcze nie przyszło mi poznać… Świat cierpi, pojedyncze jednostki, starsi, młodsi, dzieci… Wirus sieje i zbiera plony! A w tym wszystkim my – ludzie, którym nigdy dotąd nie przyszło się mierzyć z taką sytuacją. Kluczowe wydaje się być pytanie, czy jako naród uczymy się na cudzych błędach???

 

 

 

Nie zrobiłam zakupów na cały miesiąc, nie wiem nawet czy zaopatrzyłam się w produkty na dwa tygodnie… Nie wiem czy to dobrze, a może źle… Nikogo też przy tym nie oceniam. Wiem, że w tej sytuacji tylko spokój może nas uratować, prawidłowa higiena i odrobina zdrowego rozsądku. Przedszkola zamknięte, szkoły również, kina, baseny, galerie – i choć do końca sama nie wiem jeszcze jak zaplanuje opiekę nad własnymi dziećmi – cieszy mnie to! Bo to do choroby jasnej w tej sytuacji inaczej być może! Ale!!!!!!! Krew mnie zalała od środka, gdy odpaliłam instagram w czwartek, a tam wielu twórców/właścicieli firm, którzy mają licznych odbiorców wylewa swoje gorzkie żale na sugestie rządu i zapewnia, że mimo wszystko swoje zajęcia np. sportowe (zbiorowe)  będą prowadzili i tak łatwo się nie poddadzą! Serio??? Kasa ponad wszystko??? A gdzie jakaś odpowiedzialność zbiorowa??? Na szczęście teraz nie będą mieli wyjścia… I żeby nie było, doskonale rozumiem ludzi, którzy prowadzą swoje własne biznesy i szczerze im współczuję, ponieważ niestety to właśnie mali przedsiębiorcy w tym wszystkim najbardziej dostaną po dupie! Nie ma co się oszukiwać, jednak mimo wszystko uważam, że ten ciężki czas nie jest wart narażania siebie i innych… Przypominam tylko: ludzie nie jesteśmy nieśmiertelni!!! Mamy przykład Włochów, gdzie w zaistniałej sytuacji lekarze decydują kogo ratują, a kogo już nie…

 

 

 

Smutny czas nastał, a zarazem ważny sprawdzian przed nami. W ogromnym stopniu to od nas zależy jak sytuacja potoczy się dalej, jak wiele będzie ofiar… Nie wiem jak jest w Waszych miastach, ale w Lublinie (przynajmniej w okolicach, w których się poruszam) mieszkańcy podeszli do sprawy poważnie, co da się odczuć obserwując niemalże puste ulice. Kolejki w sklepach czy pod aptekami trzymają się scenariusza. Myślę, że zachowując takie stanowisko, wielu z nas jest w stanie się uchronić siebie i bliskich… Sama chodzić do pracy będę, bo jak wiecie wszystkie banki normalnie funkcjonują, urlopu jeszcze nie zdążyłam wypracować gdyż jestem zatrudniona od lutego, będąc na umowie próbnej opieki nad dziećmi też pewnie nie wezmę, choćby przez wzgląd na to, że nie mam pewności czy miałabym gdzie wracać… Czas pokaże. Pomijam już sam fakt tego co się dzieje w bankach. W ostatnim tygodniu miałam okazję doświadczyć tego na własnej skórze. Ludzie zrywają lokaty z życiowymi oszczędnościami, wypłacają wszystkie dostępne środki, kłócą się w kolejkach i niekiedy zachowują jak dzicz (wybaczcie wyrażenie i dosłowność, ale tak właśnie jest!). W ekstremalnych sytuacjach niekiedy ludziom ciężko być człowiekiem! Nie wyobrażam sobie nawet co się dzieje w aptekach…

 

 

 

Pomijając już te szczegóły i szczególiki – #zostańwdomu. A wszystkim tym, którzy mają już dość wiadomości z koronawirusem w tle proponuję spacer po lesie. Jest cudnie, czuć spokój, nie ma ludzi, nie ma (chwilowo) statystyk…

 

 

 

Dbajcie o siebie, o bliskich, bądźcie odpowiedzialni. Zdrowia Wam życzę, bo niczego innego nam dzisiaj nie trzeba! <3 U nas niestety jedna Sztuka z glutami po kolana i kaszlem, na szczęście bezgorączkowa i całkiem „żwawa” jak na swój stan! 😉 Miejmy nadzieję, że jutro wyjdzie słońce, a cała sytuacja oczyści się szybciej niż nam się wydaje…

 

 

 

Uczmy się na cudzych błędach – wyciągajmy mądre wnioski.

Trzymajcie się! :* <3

 

 

Zdjęcie: pixabay.com