Lifestyle

„Pielęgniarki” Christie Watson

Trzynastego lutego swoją premierę miała książka Christie Watson pt. „Pielęgniarki”. Pierwsza książka, którą zaczęłam i skończyłam w tym roku… Wiem, wstyd – ale mam tendencję do zaczynania i odkładania książek na półkę, suma sumarum wychodzi, że aktualnie czytam 4 książki! ;p Ale nie o tym… 😉

 

 

 

Christie przepracowała dwadzieścia lat jako pielęgniarka, w książce otwiera szpitalne wrota i zdradza nieco szpitalne perypetie, historie pełne smutku i zdarzenia, które w tym zawodzie są na porządku dziennym. Przeprowadza czytelnika przez różne oddziały, opowiadając historie poszczególnych pacjentów, a także swoje osobiste doświadczenia i praktykę. Tłumaczy wiele procedur, rozwija pojęcia medyczne, o których wcześniej zapewne nie mieliście pojęcia, zabiera czytelnika na akcję ratunkowe, na stół operacyjny i do asysty przy porodzie w… taksówce… 😉  Niekiedy opowiada o rzeczach, które ciężko zmieścić we własnej głowie, nie mając doświadczenia w środowisku medycznym… Nie koloryzuje i nie wyolbrzymia – pisze jak jest!

 

 

 

Szczerze, to miałam trochę obiekcje, kiedy pierwszy raz wzięłam tę książkę do ręki, bo to nie koniecznie mój ulubiony rodzaj literatury… Jednak przebywając z autorką na oddziale psychiatrycznym szybko zmieniłam zdanie! Zaczytałam się jak szalona (czyżby jakieś ciągoty? ;P )! Za to będąc na oddziale dziecięcym i noworodkowym wylałam morze łez… I jeszcze raz podziękowałam, za to co mam, za to że mogę tulić moje dzieci i za to, że mają szansę mnie wkurzać! 😉 Jednocześnie zdałam sobie sprawę z tego, że zazwyczaj rodzina pacjenta widzi tylko to co „na wierzchu”, nie zdając sobie sprawy jak te niekiedy wątłe kobiety ciężko pracują, jak wiele siły i serca wkładają w to co robią… To właśnie one są z pacjentem każdego dnia, właściwie w każdej chwili, to one się opiekują, troszczą, wymieniają wenflony, opatrunki i doglądają rany, to one nadzorują i pilnują, to one są odpowiedzialne w największym stopniu… Jakoś tak się utarło, że zazwyczaj lekarze zbierają wszystkie brawa… Owszem ratują życie, operują, leczą, ustalają terapię, ale bez pielęgniarek  i ich monitoringu nie byliby w stanie tego robić!

 

 

 

„Pielęgniarki” to książka o życiu i umieraniu… O tym jak ulotne potrafi być nasze zdrowie, kondycja i przede wszystkim życie… Wzruszająca i jednocześnie zabawna, dająca do myślenia i sprowadzająca na ziemię…

 

 

Wiem trochę jak to wygląda od środka ponieważ moja siostra jest pielęgniarką i długie lata przepracowała na oddziale intensywnej terapii… Wiem ile energii kosztuje ta praca. Zdaje sobie również sprawę, że są wyjątki w tej branży, które nigdy nie powinny były podjąć pracy w zawodzie – przekonałam się o tym na własnej skórze, a właściwie na skórze mojego starszego syna. W każdym zawodzie tak jest. Jednak zdecydowanie zgadzam się z tym, że to zawód niedoceniany, a ich praca jest nieoceniona…

 

 

 

„(…) Pielęgniarki może i bezpośrednio nie poszukują sensu, ale dogrzebywanie się do niego jest nieodłączną częścią naszej pracy. Pielęgniarki bez wątpienia posługują się językiem serca. Widzą, że pacjentom jest rozpaczliwie ciężko na sercu i w ten sposób ich opisują. Wiele pielęgniarek wie o czym mówię. A najlepsze pielęgniarki myślą sercem, a nie tylko głową. (…)”.

 

 

 

Książkę możecie nabyć tutaj —> „Pielęgniarki”.