CODZIENNIK, OLIWIER & SPÓŁKA

O tym jak w dzisiejszych czasach „dyma się rodziców”!

Z góry przepraszam za wyrażenie w tytule jeśli kogoś uraziłam, ale… nazywajmy w końcu rzeczy takimi jakie są! Dziś nie będzie o miłości, gotowaniu, nawet lania wody nie będzie! Sama prawda się pisze, czyli o tym jak dzisiaj dyma się rodziców…

Otóż rodzice małych czy to dużych dzieci są najbardziej naciąganą grupą ludzi w całym społeczeństwie. Jednak to nie wszystko. Zjawisko to działa na tak szeroką skalę, że właściwie ciężko byłoby wymienić gdzie go nie ma… Począwszy od spożywki, leków, ubrań,  urządzeń elektronicznych, skończywszy na pieluchach, meblach czy wszelkiej maści zabawkach. Serio, serio! Ale o co tyle krzyku? Przecież żaden rodzic nie czuje nad sobą bata?! Właściwie to ja też nie, więc co jest nie tak?!

Moi Drodzy na naszych emocjach buduje się rynek, podaż. Z niezwykłą umiejętnością marketingowcy, osoby odpowiedzialne za sprzedaż, producenci na naszych własnych emocjach  grają  i umiejętnie manipulują nimi. Subtelnie podsuwają nam/naszym dzieciom potrzeby wyższego rzędu. Na nikim innym jak na rodzicach nie da się tego lepiej zrobić! Dlaczego? A no dlatego, że jesteśmy pokoleniem tak bardzo świadomym dóbr tego świata i ich doskonałych właściwości dla życia, zdrowia i prawidłowego rozwoju naszych dzieci, że wszystko – nawet i brednie niekiedy, łykamy jak młody pelikan! Pragniemy dla naszych dzieci jak najlepiej i wszystkiego co najlepsze. To naturalne, każdy rodzic tego chce, a ta druga strona jest mistrzem w wykorzystywaniu tego!

Tak o to za sześć maleńkich opakowań serków waniliowych firmy X, zapłacimy dwa razy więcej niż za identyczną pojemność serka dla dorosłych. Ale co jest w tym wszystkim najlepsze – mają identyczny skład – taaaadam! Sprawdziłam to dzisiaj po raz kolejny! Oj sorry – ten  dla młodszych w reklamie ma więcej wapnia – pewnie to wszystko wyjaśnia! Proszę powiedzcie mi czy to jest uczciwe wobec konsumenta? To tylko jeden z miliona przykładów w spożywce, nie wspomnę już o parówkach, wędlinach dedykowanych dzieciom czy popularnych sokach z reklamy!

Nie inaczej jest w przemyśle farmaceutycznym. Za witaminy dla dziecka płacimy krocie w porównaniu do tych standardowych. Tam również klops – bo jak się okazuje po ostatnim audycie, płacisz za opakowanie żelków-witaminy D, a o „witamince D” tam ani widu ani słychu! Powiedz, że nie dyma rodziców?!

W kwestii dziecięcej garderoby wcale nie jest lepiej. Wszyscy producenci, sprzedawcy doskonale wiedzą, że większość społeczeństwa marzy by mieć modne dziecko, zatem czemu by na tym nie zarobić? Przecież to czysta żyła złota! Zastanawialiście się kiedyś dlaczego bardzo często za buty dla malucha zapłacimy więcej niż dla nas samych? Czy za kurtkę? Oczywiście, że nie dlatego, bo ktoś zużył na te rzeczy więcej materiału?! Sama w tym wypadku daję się naciągnąć najczęściej… Ponieważ Kubuś będzie w tym wyglądał tak słodko, a Oliś „owego” jeszcze nie ma! Kilka takich zakupów w miesiącu daje całkiem sporą i okrągłą sumkę… Ja wiem, nikt nas do tego kupowania nie zmusza na siłę, ale jak tu nie kupić skoro tak mocno kochamy, a to najlepiej oddychająca tkanina świata, prawda? 😉 Reklamodawcy doskonale wiedzą jak podstępnie działać na nasz odbiór.

Baaaa – nawet ostatnio się dowiedziałam, że można kupić niemowlakowi pościel do łóżeczka za prawie 1000zł! Nadmienię tylko, że samą podusię i kołderkę… No szok! Zresztą kto wie, może bym się nawet skusiła, gdybym mogła szastać pieniędzmi na prawo i lewo, gdyż miała tyle cudownych właściwości…;p Czy naszym mamom, w tamtych czasach przyszłoby do głowy żeby nakrywała nas kołderką, za prawie całą wypłatę 1/6 społeczeństwa??? Przeważnie my – kobiety mamy tendencję do takich emocjonalnych zakupów, bo takie śliczne, bo przepiękny wzór, kolor! Och ileż to razy sama się na tym łapię! To niebywałe, że płacimy za niektóre rzeczy miliony monet, a dają nam tyle radości jakby co najmniej spadły z nieba i w dodatku nie żal nam ani jednej wydanej złotówki! Co innego gdybyśmy tę kasę wydali na siebie – nie obyłoby się bez przemyśleń i wyrzutów sumienia…;)

Temat zabawek i gadżetów jest tu w ogóle mistrzem ceremonii! Przyznam szczerze króluje w naszym domu! Ale przecież trzeba kupić – ponieważ ja takiego nie miałam kiedy byłam mała… Jakby to co najmniej miało zostawić ślad na psychice mojego dziecka… Przykłady zabawek, które nie są warte nawet 1/20 tego, ile za nie płacimy można by mnożyć bez końca! Każda wydaje się być „must have”. Temat rzeka! Nie wspomnę już o tych wszystkich „niezbędnych gadżetach” zaraz po urodzeniu dziecka, które przez cały okres użyjemy trzy razy albo i wcale!

Na koniec chciałabym pogratulować wszystkim tym, którzy skrupulatnie każdego dnia dbają o to, byśmy my rodzice wybierali dla naszych pociech „to co najlepsze”! Odwalacie kawał skutecznej roboty, to na prawdę działa!;)) Wyszukiwanie i potrzeb i wybór najlepszych z najlepszych to nasza specjalność. Moja również!;) Zatem good job moi Drodzy! Wasza siła tkwi w rodzicach!

p.s. no i powiedz mi prosto w oczy – a rejczel w klawiaturę, – czy nie dyma się rodziców …?;)