CODZIENNIK, GLAMAMMA

Nowa moda prosto z siłowni

Stało się słuchajcie! Matka po 4,5 roku przekroczyła dzisiaj próg siłowni! Nie żyłam w tym międzyczasie w domowym zaciszu wpatrując się tylko w moje dzieci i gary, ale… Po pierwszej ciąży nie było takiej potrzeby, gdyż schudłam dwa razy więcej niż przytyłam, a po drugiej…. potrzebowałam mocnego kopa w zadek żeby się konkretnie zmobilizować! Odbicie w lustrze prawdę Ci powie. Najlepszy motywator! Łzy nie pomogły, krzyki, wrzaski, dzika rozpacz! Postanowiłam się przestać oszukiwać. Samo nic się nie zrobi, a ja mam dosyć upychania sadła w spodnie!;p Do Sylwestra nie zdążę, ale może chociaż do wakacji się uda.

 

Nie jestem fit i pewnie nigdy nie będę. Obce są mi również wszelkie diety, poza cukrzycową w ciąży. Nie marzę nawet o tym by być „suchą szkapą” <—- to już nie ten wiek, ale… Chcę się czuć dobrze w swojej skórze! Chcę bez obaw patrzeć w lusterko, marzę by mieć ciało, które wygląda zdrowo. Po dwóch ciążach jest jak jest… Zresztą nie mogę wszystkiego zwalać na dzieci, gdyż to również kwestia nocnego podjadania i przede wszystkim niskiej aktywności fizycznej! No dobra, ale ja Ci tu srutu-tutu o moich ponętnych boczkach i baleronach w spodniach, a o czym innym miało być!

 

Zatem od początku. Wchodzę na siłownię –  ja, moje pokaźne cztery litery upchane w leginy z pepco za 9,90zł, włosy spięte byle jak – byle wygodnie, no make-up oprócz rzęs. Taka wiesz, matka polka co uciekła z domu na chwilę od sprzątania i dzieci. Podnoszę głowę i oczom nie wierzę – na przeciwko mnie dwie piękne super girls, wypacykowane jak na wybieg, włos wyprostowany, makijaż jak mój sylwestrowy. Stoją tak w leginie lateksowym, i pięknych krótkich bokserkach z kolekcji od „niewiemkogobosięnienzam” i tylko szpilek im brakuje, i paczają na mnie jak na zielonego stwora! A na ich aksamitnych buziach (jestem pewna) maluje się pytanie: ona na serio przyszła poćwiczyć????!!! ;O

 

Moja blond głowa nie zawsze taka tęga, ale wyobraźcie sobie, że ja – rasowa blondynka (na to wychodzi), wychowana na Reksiu i skakance w latach ’80 i ’90, byłam święcie przekonana, że na siłownię człowiek przychodzi się zmęczyć! Rozumiecie?! No ja myślałam, że to miejsce, gdzie chodzisz biegać na bieżni, robić biceps czy poślady na orbitku…. Tak wiesz, po ludzku styrać się idziesz, spalić milion kalorii, tudzież odreagować wszystkie stresy dnia powszedniego! Ale nie! Jakaż ja głupia, staroświecka i naiwna jestem! Po raz kolejny wychodzi, że Maszkiewicz z dinozaurami chowana!

 

Otóż moja Droga, na siłownie obecnie chodzi się dla lansu! Żeby nowe najacze pokazać, w leginsach z koronkowymi stringami ;), w koszulce z najnowszej kolekcji Dolce Gabbana! ;D I wcale nie ćwiczyć, o nie nie nie! Powyginać się trochę, zrobić fotę na insta obowiązkowo #jestemfit ( a ja kretynka nawet telefonu z auta nie wzięłam!). A mój outfit – pożal się Boże… Bo ja ze wsi jestem, nie wiedziałam, że taką sexi – flexi trzeba być, włos rozpuścić, wyprostować, pełen make up zrobić! No i nie wiem czy z tej siłowni nie zrezygnuję, dla zachowania dobrego imienia, bo skoro spocić się nie wypada… 😉 Nowa moda nastała, trzeba być elastycznym, co nie?! 😉 A może nie taka nowa, tylko ja się w tym domu tyle zasiedziałam!;)

Wpis ma oczywiście charakter żartobliwy i wiem, że ludzie o zdrowych zmysłach uczęszczają na siłownie w celu usprawnienia swojej kondycji. A dwie panny z początku opowieści to postacie autentyczne! ;D Serio, serio! I to nie były hostessy. Ale każdy lubi co innego, prawda?! 😉

Kiss:*

    -Aga!:))