CODZIENNIK, HOMEsweetHOME, NIECODZIENNIK

Niektóre rozstania bywają wybawieniem!

Jedni mówią, że dom jest tam gdzie jest mama, inni gdzie cała rodzina, dla wielu również dom może być wszędzie, to po prostu budynek, lokal, miejsce gdzie funkcjonuje się jako odrębna jednostka. Czym jest dla Ciebie dom???

Dla mnie dom to intymność, nienaruszona przestrzeń moja i moich bliskich, to mój bałagan, mój ład, to moje emocje, tupot dziecięcych stóp, śmiechy, wygoda, komfort bytowania, miejsce odpoczynku, oaza spokoju, gniazdo radości, przestrzeń relaksu i odskocznia… Mój wymarzony dom jest właśnie taki ,,wewnętrznie”. Czy takie jest mieszkanie, w którym spędziliśmy ostatnie cztery lata? Nie… Niestety…  Faktycznie to miejsce, które pomimo swoich ogromnych gabarytów i jak dla mnie gustownego wnętrza bardziej mnie wkurzało niż cieszyło. Bardziej męczyło niż dawało spokój, zabierało energię zamiast ją dawać, i utrudniało życie zamiast je ułatwiać… Mogłabym tak jeszcze wymieniać… Chociażby trzecie piętro bez windy, o czym Wam już wspominałam kiedyś, z dwójką dzieci pod „pachą” nieźle dało mi w kość! Podobnie schody w środku mieszkania, przed którymi zawsze dostawałam białej gorączki, zapominając na dole o smoczku albo pieluchach! A pomyśleć, że kiedy nie miałam dzieci tak bardzo mnie to urzekało…;) Poza tym 200 m2 to przestrzeń zdecydowanie za duża dla czteroosobowej rodziny, śmiało zmieściłabym tam osiem osób. Chętnych do sprzątania tego pentohausu też nigdy nie było za wielu… Najlepsze jest to, że kiedy jeszcze nie było chłopców to właśnie ta przestrzeń nas zauroczyła i skłoniła do kupna!;) Poza tym jakość wybudowania bloku pozostawia wiele do życzenia, ale o tym można by pisać całe wypracowania! Brakowało mi również miejsc do spacerowania z dziećmi, wszędzie samochody, ruchliwa ulica wjazdowa do miasta. Trochę pesymistycznie, co?;0  Były też pewnie dobre strony, ale na chwilę obecną nie jestem w stanie ich wymienić… Pewnie jeszcze nie ostygłam z emocji!;)

Dlaczego piszę w czasie przeszłym??? Ponieważ na szczęście od wczoraj to już przeszłość! Otóż z lekkim sercem sprzedaliśmy nasze mieszkanie! Doszliśmy do wniosku, że chyba raczej nie ma większego sensu do samej starości spłacać kredytu, za coś co nawet w połowie nie jest tego warte! Skoro coś nie daje dostatecznego komfortu, poczucia bezpieczeństwa i radości należy to zmienić, prawda?! Czasami nawet pomimo poniesionych strat. Swoją drogą, sama nie wiem, którą półkulą mózgu myśleliśmy decydując się na to mieszkanie, ale jedno jest pewne, nie tą, która odpowiada za logiczne myślenie!;) Człowiek uczy się na błędach!

Zamierzamy wybudować dom, a raczej domek, o połowę mniejszy od mieszkania, bez nieszczęsnych schodów, bez pokoi wielkości magazynów i jeszcze wielu innych błędów, jakie popełniliśmy przy urządzaniu tego mieszkania. A najlepsze jest to, że z prawie o połowę mniejszym kredytem – da się? Oczywiście! Żałuję, że nie zrobiliśmy tak od razu…  A tymczasem ulokowaliśmy się w moim mieszkaniu z czasów studenckich, cztery razy mniejszym tak na marginesie!;p Wiem, że to dziwnie zabrzmi, ale nie mogliśmy się doczekać przeprowadzki. Sentyment do tego miejsca jest ogromny, to tutaj przeżyłam swoje najlepsze w życiu, niezapomniane studenckie lata, później tu zapraszałam R. (krótko, bo szybko stał się moim mężem;p) na pierwsze randki i to właśnie tu mieszkaliśmy zaraz po ślubie. W końcu też mam gdzie pójść na spacer z chłopcami. Niby tylko kilka ulic dalej, a jednak jakby całkiem inna rzeczywistość. Co prawda od niedzieli żyjemy „na kupie”, chłopcy mają wspólny pokój, ( konieczne muszę Wam go pokazać)a salon robi nam również za sypialnię, nad tym chyba ubolewam najbardziej, ale mimo wszystko jest dobrze… Damy radę! Najważniejsze, że zaczynamy od nowa… Chwilowo bez kredytu!;D Lubię to! Cieszę się niezmiernie za „obecne” i za „przyszłe”!!! Tak o to szybko znalezieni kupcy okazali się być wybawieniem, a sama wyprowadzka – dobrą okazją do zacieśnienia więzi sąsiedzkich!;)

No dobra, wytłumaczyłam swoją nieobecność! Jestem usprawiedliwiona!;) Przeprowadzka pochłonęła mnie bez reszty! Wyobraźcie sobie ile było pudeł do przeniesienia… Po raz kolejny potwierdziła się moja nieuleczalna przypadłość do kolekcjonowania gratów!;) Dopiero teraz przejrzałam…;p Minimalistką pewnie nie zostanę, ale jest lepiej!;)

Zatem wracam z nową energią i wieloma pomysłami, a co?!;) Najchętniej już bym wszystko spisała!;))

Buziaki,

Aga!:***