CODZIENNIK, OLIWIER & SPÓŁKA

„Niegrzeczne dziecko!” czyli jakie???

Halina: ” A ten mój syn to się nic a nic nie słucha, niegrzeczny taki!”

 

 

 

Ile razy słyszałaś podobne zdanie od jakiejś mamy, babci, opiekunki, nauczycielki, czy może nawet czasami samej zdarza Ci się tak mówić?

 

 

 

Jak jest w rzeczywistości? Czy połowa dzieci to niegrzeczne istoty, które za wszelką cenę próbują robić nam na złość, celowo nie słuchają tego co się do nich mówi, lekceważą i chcą zawsze zrobić po swojemu???

 

 

 

Wiecie kiedy najczęściej opiekunowie używają słowa „niegrzeczny” wobec dziecka? A no chociażby w sytuacjach kiedy to maluch zamiast się ubierać wciąż się bawi, gdy wylewa herbatę na stół po raz kolejny w tym tygodniu, kiedy w nowych miejscach wszystkiego dotyka – wszystko go interesuje, gdy płacze żałośnie ponieważ ma inne rozwiązaniu w danej sytuacji, niż to jakie nakazuje mu opiekun, bądź mocno pokazuje swoje inne skrajne emocje w miejscach publicznych.

 

 

 

Standardowy obrazek: biegające dzieci w przychodni, oczekujące na swoją kolej niejednokrotnie po kilkadziesiąt minut. I klasyczny tekst rodziców w danej chwili: zachowuj się grzecznie, nie biegaj, przestań, jesteś niegrzeczny itp!

 

 

 

Albo bliska mi sytuacja: macie wychodzić z domu do przedszkola, a Tobie strasznie spieszy się w dodatku do pracy… Zazwyczaj w takich momentach dzieci osiągają najwyższy level zabawy i są tak zaabsorbowane, że nie wyobrażają by ją zaprzestać, wręcz nawet nie docierają do nich ponaglenia i pospieszanie… Znasz to?

 

 

 

Inny przykład: płaczące od pół godziny dziecko, bo założyłaś mu spodnie nie z takimi kieszeniami jak trzeba. Problemy trzeciego świata! 😉

 

 

 

W każdej z tych sytuacji połowa rodziców czy opiekunów określi zachowanie dziecka jako złe, niewłaściwe, czy niegrzeczne albo też nazwie je rozpieszczonym. Tak łatwo doklejamy etykiety, w szczególności te negatywne. Z prędkością światła wyznaczamy normy złego i dobrego wychowania, nie patrząc na to, czym owe jest spowodowane. A może wystarczyłoby spojrzeć na te trzy sytuacje z zupełnie innej perspektywy, pod nieco innym kątem…

 

 

Chociażby:

 

 

Pierwsza sytuacja: szczerze, to mi też nie do końca odpowiada gdy w miejscach typu przychodnia czy podobne – dzieci ganiają jak szalone… Zważywszy na to, że przebywają tam często osoby z różnymi dolegliwościami, które potrzebują względnego spokoju. Jednak dzieci, w szczególności te najmłodsze nie koniecznie znają powagę sprawy, nie mają też wrodzonego hamulca, który w pewnych miejscach samoistnie nakazuje im siąść cichutko w kącie i czekać, cierpliwość w pierwszych latach życia też nie należy do ich mocnych stron… Zresztą nie ma się co dziwić, że kilkulatek po trzydziestu minutach jest znudzony i szuka wrażeń. Można zatem zacząć od poważnej rozmowy, o tym dlaczego ma zachować spokój i co to za miejsce… Zamiast stresować siebie i dziecko, możemy zabrać ze sobą jakąś książeczkę lub inną ulubioną zabawkę, która nieco umili czas oczekiwania i pozwoli zająć malucha. Proste, prawda? 😉

 

 

 

Druga sytuacja jest dość częstym zjawiskiem w moim domu… Zawsze kiedy trzeba zjeść obiad, ubierać się albo nadchodzi pora na spanie, moi chłopcy mają ciekawsze zajęcia. 😉 Robią akurat ważną budowlę czy mają właśnie jakiś załadunek na ciężarówkę… 😉 Nie będę oszukiwać – wkurza mnie to strasznie, czasami zawodzę, zdarza mi się krzyknąć z braku cierpliwości czy udaję obrażoną… Po chwili jednak w głowie stawiam siebie w ich sytuacji i wiem doskonale, że nie chcą zrobić mi na złość, czy celowo sprawdzają moją cierpliwość. Zabawa jest dla nich ważna – na tym etapie rozwoju – najważniejsza! Dokładnie tak samo, jak dla nas dorosłych praca czy inne obowiązki, hobby, ulubiony serial lub książka. Potrzeba zabawy u dziecka bywa niekiedy silniejsza niż ból czy choroba, co zresztą pewnie nie raz zauważyliście u swoich dzieci… Wtedy właśnie przypominam sobie swoje dzieciństwo i to jak ważne były dla mnie moje lalki, klocki i misie. Sama wiem po sobie, że traktowałam je jak żywe osoby, a każda jedna zabawa była dla mnie ważną misją.

 

Co zatem robić w takiej sytuacji? To co zwykle my dorośli powinniśmy robić – szanować i traktować poważnie uczucia, potrzeby dziecka i jego czas. I nie chodzi wcale o to, żeby ustępować na każdym kroku czy zjeść obiad za trzy godziny… 😉 Przecież jest mnóstwo rozwiązań  w tej sytuacji, by żadna ze stron nie czuła się mocno pokrzywdzona. Możemy pozwolić skończyć tę niesamowitą wieżę, mając świadomość tego, że rzeczywiście te 2 minuty na serio nikogo nie zbawią i nie trzeba rozkręcać awantury z tego powodu. Możemy wytłumaczyć grzecznie, jak dorosłej osobie bez zbędnych nerwów, jak bardzo ważne jest dla nas to spotkanie, na które tak się spieszymy, prosząc dziecko o pomoc – wbrew pozorom dzieci lubią jak traktuje się je poważnie, a przy okazji możemy sprawić, że poczują się częścią naszego planu… Ponadto możemy budować wzajemne zaufanie – zapewniając dziecko, że skończymy zabawę zaraz po tym jak się ubierzemy, pozostawiając wszystko na swoim miejscu. Z doświadczenia wiem, że po kilku takich spełnionych obietnicach, następnym razem maluch nie stawia oporu, bo ma świadomość i ufa, że za chwilę będzie mógł dokończyć swoje dzieło. Tak na serio tylko spokój może nas uratować, jak również mając na uwadze fakt, że do pewnego wieku dziecka, to my rodzice jesteśmy odpowiedzialni za podsuwanie rozsądnych rozwiązań. Poprzez spokój i zrozumienie można wypracować naprawdę wiele, bez zbędnego oceniania i przyklejania łatek. A wierzcie mi, że moje dzieci należą raczej do tych, które uwielbiają robić wszystko po swojemu… Nie mniej jednak ćwiczę cierpliwość każdego dnia! 😉

 

 

 

Podobnie z ostatnim przykładem. Dzieci mają tendencję do wyolbrzymiania pewnych rzeczy – ale tylko w naszych oczach. Dla nich są to niekiedy życiowe problemy! W sytuacjach, kiedy nie potrafią czegoś zrozumieć, nie godzą się z czymś, coś nie jest po ich myśli – jedynym wyjściem wydaje się być płacz, którym informują nas o swoim niezadowoleniu.  Płacz i histeria to zazwyczaj jedyny sposób w jaki na ten moment potrafią wyrazić swoje emocje, nie nabyły bowiem jeszcze umiejętności kontrolowania ich czy hamowania. Muszą mieć swoje ujście… Co oczywiście nie oznacza, że dziecko jest niegrzeczne – potrzebuje jedynie zrozumienia, zmiany… Nawiązując chociażby do tych ubrań, nasz Kubuś często ma tak, że nie chce czegoś założyć i już! Nie lubi koszul w kratkę, bo mówi, że to są koszule pana z garażu… 😛 Koszula kojarzy mu się z mechanikiem i nie widzi słuszności ich zakładania. 😉 Albo nie chce zakładać swetrów gdyż go gryzą… 😉 Tak więc nie kłócę się z nim o to – po prostu staram się nie zakładać  tych rzeczy. Ktoś powie, że ustępuję dwulatkowi – nie zgodzę się z tym… Mogłam wszczynać awantury z tego powodu, zakładać swetry na siłę, żeby tylko wyszło na moje – bo jestem rodzicem i powinien mnie słuchać… Nie widzę i nie czuję takiej potrzeby, chociażby dlatego, że szanuję jego komfort i prawo do własnego zdania. Ja też nie we wszystkich ubraniach czuję się dobrze, więc ich nie zakładam.

 

 

 

Odnoszę wrażenie, że wiele osób bardzo mocno zawęża pojęcie „niegrzeczny” czy „grzeczny”. Zazwyczaj grzeczne dziecko to takie, które słucha rodziców, postępuje z ich wskazówkami, robi to, czego w danym momencie sobie życzą. Niegrzeczne zaś to takie, które ma swoje odmienne zdanie, nie zawsze ma ochotę na to co inni – nie chce się dostosować, buntuje się. Nie pomylę się zbytnio jeśli napiszę, że większość rodziców marzy o dzieciach z tej pierwszej grupy, tak zwanych bezproblemowych. Chociażby z tego powodu, że tak bardzo pragniemy świętego spokoju… 😉 Ale czy to aby nie jest trochę tak, że wychowując dzieci pod nasze dyktando, pod groźbą kar, oceniania czy przypinania łatek itp., siłą rzeczy odzieramy ich nieco ze swojej własnej tożsamości, czynimy ich uległymi, zgodnymi , pozbawiamy ich kreatywności i siły przebicia? Mam tu oczywiście na myśli skrajne przypadki. Czy na pewno niegrzeczne dziecko to takie, które czasami chce coś zrobić po swojemu, chce czegoś spróbować, dotknąć, zobaczyć, zaspokoić swoją ciekawość, która jest na etapie poznawczym…?

 

 

 

Wymagamy totalnego podporządkowania od ludzi, którzy w przyszłości będą musieli samodzielnie decydować o sobie, swoich wyborach, własnym losie, a każdą jedną próbę postawienie na swoim traktujemy jak bunt i wielkie wykroczenie, zachowanie niegrzeczne.

 

 

 

Jak słyszę kogoś, kto narzeka na „niegrzeczne” dziecko w tych kategoriach, zawsze sobie myślę, że niektórzy ludzie powinni sobie sprawić robot kuchenny zamiast dziecka – bo ten przynajmniej będzie zawsze robił to, czego wymagają! 😉 Nie upraszczajmy pewnych zachowań dzieci, nie sprowadzajmy ich do parteru i nie kategoryzujmy tylko w biało czarnych barwach…

 

 

 

p.s. dotrwałaś do końca? 😉 Jestem z Ciebie dumna! 😉 ;P