Dzieci, Od serca

Nie becz jak baba!

Czy małemu chłopcu wolno bezkarnie płakać?! Czy można mu się „mazać” bez większych powodów?! Czy wolno mu w ten sposób dać upust swoim emocjom?! Czy może on takim sposobem okazywać swoje skrajne uczucia?!

 

 

 

TAK!!!

 

 

 

„Nie becz jak baba!”, „chłopcy nie płaczą”, „chłopcy muszą być silni” i tym podobne… Znajome??? A i owszem! Niewiele rzeczy tak działa na mnie jak płachta na byka, która dotyczy dzieci, jak tego typu zwroty… Bo niby dlaczego mały chłopiec, który nie wie i nie potrafi radzić sobie z wszystkimi otaczającymi go bodźcami i własnymi emocjami, miałby to uczucie w sobie tłumić i dusić?! Nie rozumiem powodów, dla których małemu mężczyźnie narzucamy skórę grubą niczym pancerz ochronny, która i tak dusi go i drapie od środka. Nie wiem skąd w naszym przekonaniu chłopiec powinien być twardy i nie dopuszczać do siebie skrajnych uczuć?

 

 

 

To się dzieje nie od dziś… Stąd między innymi wielu mężczyzn trafia na kozetki (w najlepszym wypadku), stąd również wielu sobie nie radzi z emocjami. Zresztą to nie tylko problem mężczyzn. Ale do brzegu! Wyobraźcie sobie statystycznego trzylatka, który nie chce iść do przedszkola, ponieważ np. tęskni za mamą, ma trudności z tym, żeby odnaleźć się w nowej sytuacji. Zmiana. Co robi? Płacze! Oczywiste – nie godzi się z tą zmianą, jest dla niego trudna, wyładowuje to zachowaniem, które daje mu upust – łzy.

 

 

 

Wyobraźmy sobie tego samego chłopca w innej sytuacji… Powiedzmy, że zrujnowałaś mu życie podając wieczorem kakao w innym kubku niż zwykle, a w dodatku kolacja też nie leży w ramach jego ulubionego menu… Co robi? Płacze! Wiem wkurzające jest to – ja sama też się wkurzam! Ale z drugiej strony pomyśl – ma swoje przyzwyczajenia, z którymi czuje się „bezpiecznie”, lubi i je i akceptuje, a ktoś próbuje mu je zmieniać… Małe dziecko nie ma zdolności konkretnego argumentowania swojego niezadowolenia… Nie powie: „kochana mamo, proszę wymień mi kubek na ulubiony. Nie lubię tych kanapek z ogórkiem – proszę zrób mi inne z pomidorem” (trochę szkoda- co nie?! ;). Tak wiem z tym kubkiem, to nieco słaby przykład – ale wiecie o co mi chodzi?! 😉 Reaguje całym sobą, kiedy coś mu się nie podoba. Jest źle albo jest dobrze – nie ma pomiędzy – a przynajmniej do pewnego wieku.

 

 

 

Ten sam mały chłopiec dostaje spazmów zanim jeszcze trafi do gabinetu pediatry, tuż po pierwszym słowie lekarz. Co robi? Płacze! Płacze bo się boi, płacze bo nie wie co się będzie działo, bo ma obawy… Ponieważ nie umie inaczej… To jest na chwilę obecną największy dramat jego życia – i już! Nie pomoże „bądź dzielny”, „nagroda” czy inne takie… Jest strach, są łzy…

 

 

 

Jedni będą płakać jak stłuką kolano, inni gdy zepsują zabawkę, jeszcze inni gdy mama nie pozwoli skakać na łóżku. Emocje dzieci są tak skomplikowane, ale i również mocno ograniczone w początkowej fazie rozwoju. ” Nie radzę sobie z czymś to płaczę. Daję upust.” To zdrowe. To naturalne. „Kiszenie” ich, czy jak wolicie „konserwowanie” w sobie – da o sobie znać na późniejszym etapie… Zatem „nie becz jak baba” odchodzi w zapomnienie. Chłopiec jest takim samym dzieckiem jak  mała dziewczynka, ma takie samo prawo do wyrażania swoich uczuć jak i nie radzenia sobie z nimi… Ponadto każdy ma inny poziom wrażliwości, a to już całkiem odmienna sprawa.

 

 

 

Bądź co bądź, super bohater też czasem płacze! 😉 <3 I tego się trzymajmy… 😉

 

Zdjęcie: pixabay.com