CODZIENNIK, NIECODZIENNIK

(nie) Nagła śmierć przez uduszenie!

Jeśli to czytasz pewnie jesteś mamą. Jeśli jesteś mamą zapewne Twoje dzieci są dla Ciebie całym światem i darzysz je ogromną miłością… Wiesz doskonale, że jesteś w stanie dla nich góry przenosić i całą matczyną siłą zmieniasz niemożliwe na osiągalne! Zdajesz sobie sprawę, że większość rzeczy, które robisz jest podyktowane ich dobrem…

 

To piękne! Macierzyństwo jest nie dającym się wyrazić słowami stanem. Każda z nas to wie. Każda z nas to czuje na swój sposób… W szczególności te początki, kiedy małe dziecię absorbuje na 100% i ciężko znaleźć chwilę dla siebie,  czasami nawet trudno odnaleźć w tym wszystkim siebie… I o tym chciałam dzisiaj napisać.

 

Zaraz po urodzeniu/czy przysposobieniu,  i zazwyczaj przez cały okres urlopu macierzyńskiego  wszystko kręci się wokół tego małego cudu, który wywrócił nasz świat do góry nogami! Karmimy,  tulimy, lulamy, przewijamy, pielęgnujemy najlepiej jak potrafimy, czuwamy, bawimy się, czytamy i robimy setki innych rzeczy przy małym człowieku. Z miłością i pełnym zaangażowaniem oddajemy swój czas, który dla nas staje się okresem cennych i pięknych wspomnień. Angażujemy swoje wszystkie zmysły, pokłady nagromadzonej energii w imię człowieka, z którym łączy nas więź o jakiej do tej pory nie mieliśmy pojęcia… Dopiero wtedy zaczynamy rozumieć czym jest totalnie bezinteresowne uczucie, bezpretensjonalne i całkowicie czyste, rozpierające. Karmimy się tym każdego dnia! <3 Kosztujemy, delektujemy się, łaknąc wciąż więcej i więcej… Znasz to?

 

Większość z Was pewnie się ze mną zgodzi, że to okres, w którym na ostatnim miejscu stawiamy siebie… Trochę zapędzając się w ten sposób w kozi róg…. Na efekty nie trzeba czekać długo. Bywamy mocno zmęczone, stajemy się nerwowe, mamy poczucie spadku energii – tej najważniejszej – bo tej wewnętrznej! Zamiast skakać z radości i brać uciekające chwile garściami, z czasem dusimy się na własne życzenie… Szczerze, to myślę, że to nie dzieci męczą, nie ich płacz, humory i kolki, a dom! Zamykanie się w czterech ścianach, w jednym i tym samym miejscu, aż w końcu brakuje tlenu… To brak zmiany przytłacza, RUTYNA, życie według tego samego schematu…  Nie jest tak?!

 

Nie namawiam Cię byś zostawiła swoje dziecko i poszła balować na tydzień – nie! Myślę, że każdemu należy się chwila oddechu, nawet od tego co się tak bardzo kocha… Chociaż piętnaście minut dziennie, tylko dla siebie, tylko ze sobą, tylko z własnymi myślami… Daj sobie odrobinę luzu, idź do fryzjera, na zakupy (już nawet może być ta biedra – nie są nawet świadomi, jak zbawczo wpływają na matki!;p), umów się na kawę… Jedna mała zmiana w ciągu dnia może mieć niewyobrażalnie pozytywne skutki! Wiem co mówię… <3

Kiss! :*

fot. pixabay.com