GLAMAMMA

Moja pielęgnacja włosów. Nie tylko do blondu ;)

Dzisiaj trochę z innej beczki… 😉 Pytacie mnie często o włosy, o pielęgnację blondu, o to w jaki sposób udało mi się, że są takie długie i wyglądają na zadbane. Otóż słuchajcie prawda jest taka, że moje włosy są zmęczone życiem! ;p Rozjaśniane od jakiś 15 lat z krótką przerwą na ciemny kolor, wymagające intensywnego nawilżania z tego powodu.  W międzyczasie przeszły dekoloryzację. Kto farbuje włosy na blond, ten wie o co chodzi… 😉 Gdyby nie odżywki czy maski pewnie nie byłabym ich w stanie rozczesać, ponieważ plączą się niesamowicie.

 

 

 

Pielęgnacja włosów jest dla mnie bardzo ważnym elementem, głównie dlatego, że uwielbiam długie włosy! A jak wiadomo utrzymanie dłuższych włosów jest dosyć wymagające. Był czas, że bardzo mocno eksperymentowałam w kosmetykach, męczyłam włosy suszarką i prostownicą, no i jeszcze ciągłe rozjaśnianie… W efekcie włosy były suche, zniszczone, połamane, a niekiedy nawet popalone… Obecnie jest znacznie lepiej, ale daleko mi do pięknego błyszczącego blondu jak z reklamy! 😉

 

 

 

Wyeliminowałam:

 

Nie suszę włosów suszarką od końcówki liceum, czyli od kilkunastu lat. Schną same, bardzo długo nadmienię… ;p Jednak ten krok spowodował, że nie zginęły śmiercią tragiczną i wyglądają jako tako. Zdarza mi się je suszyć w wyjątkowych sytuacjach, raz na kilka miesięcy.

Z prostownicy także zrezygnowałam dawno temu, stosuję okazjonalnie, również raz na kilka miesięcy. Podobnie z lokówką.

 

 

 

Farbowanie:

 

Tutaj niestety chcąc uzyskać chłodny kolor blondu przy moich włosach niezbędny jest rozjaśniacz… Od kilku lat nie robię pasemek, maluję całe włosy. Próbowałam z olaplex’em przez dłuży czas, ale nie zmieniło to nic w kondycji moich włosów, wychodzę więc z założenia, że nie będę trzykrotnie przepłacać. Farbuję włosy u fryzjera, staram się to robić jak najrzadziej, raz na dwa miesiące (czasem uda mi się przetrzymać je nieco dłużej), choć mam świadomość, że ciemne odrosty przy blondzie nie wyglądają ani ładnie ani estetycznie… Najzwyczajniej w świecie żal mi włosów! 😉

 

 

 

Szczotkowanie:

 

Był czas, że używałam zwykłej szczotki. Niestety wraz z nią wyczesywałam połowę włosów, które miałam na głowie! 😉 Zamieniłam ją więc na grzebień, ale ten przy tak plączących włosach nie sprawdził się. Od dobrych kilku lat jestem wierna szczotkom Tangle Teezer i jestem z nich niesamowicie zadowolona. Nie tracę tylu włosów przy rozczesywaniu i robię to w miarę sprawnie.

 

 

 

Mycie i nawilżanie:

 

Szampony Alterra – używałam chyba już wszystkich z tej serii! Są świetne! Nie zawierają silikonów i sztucznych ulepszaczy. Mój ulubiony to ten nawilżający. Świetnie sobie radzą nawet z bardzo wymagającymi włosami, pięknie pachną, a przy tym są bardzo tanie.

 

Odżywka Alterra – najczęściej używam tej nawilżającej z owocami granatu i aloesem. Zamiennie z maską z tej serii. Potrafią zdziałać cuda! Włosy są nawilżone i pięknie się rozczesują.

 

Regenerum – serum regenerujące – genialne! Daje trwały efekt nawilżenia i regeneracji. Na moje włosy działa jak prostownica, stają się gładkie, bez efektu puszenia. Stosuję dosyć często, co drugie mycie. Jeśli nie znałyście jeszcze tego serum to polecam Wam wypróbować, efekt wow gwarantowany! 😉

 

Płukanka octowa z malin Ives Rocher – na chwilę się rozstałyśmy, ale znowu wróciłam do niej. 😉 Przepięknie pachnie i również daje efekt gładkich włosów, a przy tym nie powoduje, że wyglądają jak przetłuszczone i nie obciąża ich. Idealnie zamyka łuski włosów. Stosuję ją praktycznie przy każdym myciu włosów, przed ostatnim płukaniem.

 

 

 

Olejowanie:

 

Poza maskami i odżywkami, których używam przy każdym myciu, raz na jakiś czas traktuję moje włosy mieszanką z oleju z oliwek i soku z cytryny. Ową mieszankę nakładam na włosy przed umyciem, przykrywając je czepkiem foliowym i ręcznikiem. Czasami nawet zdarza mi się robić taką maskę na całą noc. Później należy umyć dokładnie włosy już bez stosowania odżywki czy maski. Nie bójcie się, że włosy będą tłuste, bowiem wszystko się pięknie spłukuje. Gwarantuję Wam, że po takim domowym zabiegu włosy będą cudnie nawilżone jak z salonu, przynajmniej do następnego mycia! 😉 Jak nie macie ochoty na całonocny zabieg, wystarczy pół godziny czy godzina przed myciem. Staram się powtarzać zabieg raz w tygodniu.

 

 

 

Zimny odcień blondu:

 

Kto farbuje włosy na blond i woli zimne odcienie tego koloru, ten wie doskonale, że spełnienie tych oczekiwań wcale nie jest takie proste. Nawet jak od fryzjera wyjdziemy z pięknym chłodnym kolorem, to po kilku myciach niestety będą pojawiać się żółte refleksy. Próbowałam wielu kosmetyków żeby uzyskać popielaty odcień, od szamponów, które zazwyczaj mocno przesuszały mi włosy, po przeróżne spraye, płukanki i odżywki. Efekty były różne, od babcinego fioletu po siano na głowie… 😉 Po wielu nieudanych próbach moje oczekiwania najlepiej spełnia maska L’oreal Blondifier Shot Cool Blonde. Niweluje żółty odcień, wydobywa srebrzyste refleksy i nie powoduje, że włosy wyglądają jak kupa siana! 😉 Polecam 🙂

 

 

 

Tylko tyle i aż tyle! 😉 Nie znalazłam jeszcze idealnego olejku czy czegokolwiek innego, co będzie się świetnie sprawdzało na końcówki, więc nie jestem w stanie niczego szczególnie polecić. Po wszystkich specyfikach moje włosy na końcach puszą się, albo ewentualnie są sklejone i wyglądają na tłuste. Jeśli znacie jakiś idealny preparat na suche i puszące się końcówki włosów to podzielcie się swoja opinią, chętnie wypróbuję! 😉

 

 

 

p.s. dotrwał ktoś do końca? ;p