CODZIENNIK, HOMEsweetHOME

Mój pierwszy kalendarz adwentowy. Czyli siła tkwi w prostocie! ;)

Wiecie, kalendarza adwentowego nigdy przedtem nie robiłam, bo różnie u mnie z tymi zdolnościami bywa… 😉 Jednak w tym roku, zainspirowana propozycjami z innych blogów, postanowiłam, że podejmę wyzwanie! A co tam?! Zrobię kalendarz adwentowy! W głowie kleiłam piękne, kolorowe koperty z niespodziankami na 24 dni, cudowne ramki, choinki i inne cuda. A skończyło się na … Sami zobaczcie! ;p

Dzieło sztuki to to nie jest, w dodatku kompletnie mija się z wizją z mojej głowy! Z tymi pięknie, ręcznie szytymi woreczkami i kolorowymi kopertami… Baaaa – nawet niespodzianek w środku nie ma, ani też dobrych uczynków! Mój misterny plan poszedł sobie gdzieś daleko… Zamiast niego jest malutki cyprysik z lidla, przyozdobiony spinaczami i magicznymi karteczkami. Dlaczego magicznymi? Ponieważ stwierdziłam, że dosyć z chciejstwem! W zamian za to napisałam na malutkich karteczkach za co dziękuję każdego dnia. Za rzeczy zwykłe (na pozór). Po co? Bo stwierdzam, że nasze pokolenie zbyt szybko i łatwo przyzwyczaiło się do wszelkich dóbr i ułatwień. Często nie doceniamy tych zwykłych, codziennych rzeczy, udogodnień, traktując je jak coś oczywistego, co się nam najzwyczajniej należy… Żyjemy w świecie srajtfonów, nie doceniamy świata realnego i niekiedy prawdziwych wartości. Uczucia łatwiej nam przelewać na klawiaturę niż w czyjąś twarz, a znajomości co niektórzy kończą w bardzo taktowny sposób – usuwając delikwenta ze znajomych na facebooku! 😉

 

A pomyśleć, że jeszcze pięćdziesiąt lat temu kawa czy telewizor były rarytasem… Albo gdzieś w odległej Afryce (zresztą w naszym kraju niestety też) ktoś marzy o tym, by zjeść wczorajszą, ciepłą, domową zupę na wygodnym krześle przy rodzinnym stole… Więc dlaczego mielibyśmy nie podziękować za to, że możemy zadzwonić do mamy, pomimo, że jest daleko, lub cieszyć się tym, że mamy zdrowe dziecko u boku. Jesteśmy tu i teraz nie bez przyczyny…

 

Jednak jak zdążyłaś się domyśleć, nie o mój kalendarz adwentowy mi dzisiaj chodzi, gdyż raczej nie jest on powodem do dumy… ;p Ale… miałam dobre intencje i pragnęłam go zrobić. Zatem jest jaki jest, na miarę moich możliwości. Tu właśnie chciałam odnieść się do zbliżających się Świąt… Część z Was będzie pewnie jako gość za stołem… Będziemy chwalić wypieki babć, maminy barszczyk i ciotkowe pierogi. Wiece jak to jest, kiedy się człowiek spotyka raz do roku… Zatem w tym roku nie oceniajmy zakalców, nie komentujmy, że się ciotce przytyło, a wujek się postarzał… 😉 Wiesz o co chodzi? To tak jak z tym moim kalendarzem… 😉 Doceńmy to co mamy, nakryty stół, ciepło w domu, rodzinę u boku, tych, których kochamy… Podziękujmy za kolejny wspólny rok. Jedzmy, kolędujmy, śmiejmy się szczerze… Za rok historia może mieć zupełnie inny wymiar…

 

Wdzięczności Robaczki! 😉

Kiss:*

Aga!

p.s. Robiliście kiedyś kalendarz adwentowy?