CODZIENNIK, PRACA/ROZWÓJ OSOBISTY

„MAMA MA BIZNES” part 8! [Jola]

Kochani, dzisiaj zapraszam Was na bardzo inspirujący wywiad z Jolą, mamą, żoną, właścicielką własnej firmy. Szczerze i prawdziwie, z wszystkimi jasnymi i ciemnymi stronami. Wielkie brawa! 🙂

 

1.Skąd pomysł na tego typu działalność?

 

 

Moja historia z animacją rozpoczęła się dokładnie rok temu, 30 kwietnia 2017 roku. wtedy miałam pierwsze zlecenie. Pomysł narodził się Gdy byłam bezrobotna i zaczęłam szukać ogłoszeń. Znalazłem ogłoszenie, w którym kobietka szukała osoby, która zabawi dzieci na komunii córki. Pomyślałam wtedy: czemu nie spróbować, bo to moment, w którym potrzebowałam pieniędzy. Pracował tylko mój mąż i mieliśmy dwuletnie dziecko.Dlatego zdecydowałam, że muszę znaleźć pracę. Pomyślałam więc: zabawić dzieci? Nic prostszego.

 

 

 

2.Co było dla Was najtrudniejsze gdy zaczynaliście pracę na własny rachunek?

 

Pojawiły się schody. Oglądałam filmiki na YouTube, stamtąd wynikało że potrzebowałam kilku gadżetów. No bo w końcu coś trzeba robić z tymi dziećmi, ale co? No i najważniejsze skąd wziąć pieniądze na zakup kartek, mazaków, chusty, baniek mydlanych i innych fajnych gadżetów do poprowadzenia zabaw z dzieciakami. Wpadłam na genialny pomysł, do tej pory uważam że był genialny. Dodałam ogłoszenie, że jestem animatorem i chętnie zajmę się dziećmi na imprezach typu komunia, chrzciny, wesela itp. Zaczęli do mnie dzwonić różni ludzie, którzy chcieli właśnie animatora na swoją imprezę, wtedy prosiłam o zaliczki, było to 100 zł od każdej imprezy. W ciągu tygodnia szybko uzbierało się 500 zł, za które kupiłam pierwszą chustę, pierwsze farbki do malowania twarzy, pierwszy bańki mydlane i balony.

 

Twarzy nie umiem malować, balonów nie umiałam modelować, z chustą znam tylko jedną zabawę, jedyne co mi wychodziło to bańki mydlane. Miałam na przygotowanie się tydzień. Oglądałam filmiki na YouTube i tak nauczyłam się robić pieski, kwiatki, serduszka, pszczółki i wszystkie różne inne śmieszne stworki z balonów. Tak samo było z malowaniem twarzy. Za krótki czas znalazłam ogłoszenie o kursie animatora zabaw, oczywiście szybko się zapisałam razem z mężem bo jemu też spodobała się taka praca. oczywiście jeździł ze mną żeby mi pomóc. Miałam też swój głośnik mobilny, który dostałam od męża pod choinkę,ponieważ bardzo lubię śpiewać, do tego miałam też mikrofon więc  pomagało m to w ogarnięciu dzieciaków.

 

No i się zaczęło praca animatora bardzo mi się spodobała, odkryłam że to jest to, co mi wychodzi, chociaż nie było łatwo. Pierwsze moje zlecenie było tragiczne, trafiłam do mega bogatych ludzi, którzy patrzyli na mnie z pogardą. Czułam się trochę jak klaun w cyrku. Siedzieli dosłownie 2 m ode mnie z telefonami w ręku i obserwowali. Na hasło malowanie twarzy miny mieli bezcenne  „Zosia nie maluj twarzy bo się pobrudzisz”. No chyba właśnie o to w tym chodzi, dla dzieci to był fan, rodzice połowa oczywiście się nie zgodziła bo ubranko sobie pobrudzą, chłopcy stwierdzili, że jest nudno, mówili to oczywiście na głos przy rodzicach więc ja czułam się bardzo źle. Z każdą minutą chciałam jak najszybciej stamtąd uciec, dodam że musiałam tam być 3 godziny więc początki były trudne, zniechęciło mnie to trochę, ale po powrocie do domu stwierdziłam, że przecież to pierwszy raz, że nigdy tego nie robiłam więc mogło mi trochę nie wyjść. Poza tym miałam wtedy jeszcze mały asortyment zabaw bo zaczynałam. Więc powiedziałam sobie OK -następnym razem będzie lepiej.

 

No i rzeczywiście było lepiej. Dostawałam coraz więcej zleceń, coraz więcej zaliczek, za które kupowałam nowe płyny, nowe zabawki, plansze animacyjne, wytwornice do baniek, profesjonalny sprzęt nagłaśniający, mikrofon, wytwornice dymu, baniek mydlanych teraz już mam całą piwnicę! Jestem bardzo z siebie dumna, bo kupiłam to wszystko za zarobione pieniądze. Od lutego tego roku mam założoną działalność, można mnie znaleźć w CEIDG jako przedsiębiorce. Jestem bardzo z siebie dumna bo mam własną działalność, która ciągle się rozwija. Słyszę bardzo miłe komentarze i sprawdzam się w tym co robię.

 

 

3. Skąd czerpiecie inspiracje i pomysły na Wasze imprezy?

 

Inspiracje i pomysły na imprezę czerpie trochę z internetu, trochę z imprez na których bywam, czasami na weselu, Sylwestrze spotykam się z Wodzirejami, którzy prowadzą bardzo fajne zabawy, czasami muszę je w pewien sposób przerobić i dostosować do dzieci, ale to pomaga. Czasem staram się wymyślać coś swojego, co nie jest proste, pomysły też czerpiemy z kursów animacyjnych, wiadomo przy większej liczbie osób powstaje burza mózgów, wtedy łatwiej jest coś stworzyć. Lubię to co robię więc też mam głowę pełną pomysłów i co rusz wdrożę coś nowego, także w branży animacyjnej pojawiają się co rusz nowe gadżety, typu bańki mydlane z dymem, bańki ogniowe, które pojawiły się tak naprawdę na początku tego roku. Oczywiście mamy je już w swojej ofercie.

 

Także dużo obserwujemy i stąd biorą się inspiracje. Najtrudniejsze było to, że brakowało nam sprzętu, ale to szybko nadrobiliśmy, ponieważ nasz animacje były bardzo fajne i inne niż wszystkie. Ceny mieliśmy bardzo konkurencyjne, więc było sporo zleceń. Na początku oczywiście nie zarabialiśmy, ponieważ za wszystkie pieniądze, które zarobiliśmy kupowaliśmy sprzęt.

 

 

 

4.Co takiego daje Ci ta praca poza korzyściami finansowymi?

 

Mimo wielu trudności praca ta daje wiele satysfakcji. Cudownie jest dostać wiadomość, że nowożeńcy są bardzo zadowoleni, że dzieci są przeszczęśliwe.

To motywuje, naprawdę motywuje. Super jest usłyszeć: „fajna jesteś ciociu” albo „pobawmy się w to jeszcze raz bo jest super”. Często też bierzemy udział w akcjach charytatywnych, to też  plusuje w tej branży. Niesiemy pomoc, a zarazem możemy pochwalić się swoimi zabawami i zareklamować firmę.

Najtrudniejsze w tym wszystkim jest chyba to, że mamy 3 letniego synka i niestety nie możemy zabierać go na animacje. Wtedy pojawiają się schody, musimy go odwieźć na przykład do dziadków, a sami spakować się, ułożyć scenariusz, Wszystko jest zawsze w pośpiechu dlatego, że oprócz animacji mąż i ja pracujemy zawodowo w zupełnie innej branży. Mąż pracuje fizycznie jako spawacz, a ja jestem opiekunem w żłobku, więc nie jest łatwo. Pracujemy od rana do wieczora, a gdy nadchodzi weekend pracujemy u siebie. Czasami jest tak, że pracujemy już w piątek wieczorem, w sobotę wieczorem i cały dzień w niedzielę. Więc mamy niewiele czasu dla siebie, ale staramy się pogodzić to wszystko z obowiązkami domowymi i jak najwięcej spędzić czas z dzieckiem. Czasami odmawiam zleceń po to, aby mieć jeden weekend wolny, by móc zająć się rodziną i trochę odpocząć. Trudno jest pracować 7 dni w tygodniu, prać, sprzątać, gotować i poświęcać czas rodzinie, ale warto bo wierzę że nadejdzie ten dzień, że animacja będzie jedyną naszą działalnością, jedyną praca, że będzie firmą rodzinną i wtedy będziemy mieli więcej czasu dla siebie.

 

5. Złota rada dla mam, które marzą o własnym biznesie…?

 

Drogie mamy, polecam z całego serca! Jeśli macie pomysły, macie odwagę żeby spróbować – zachęcam, bo naprawdę warto  robić to co się lubi, warto mieć swoją działalność.To sprawia że czujesz się niezależna.

 

Przerażały mnie ZUS, urząd skarbowy, ale to wcale nie jest skomplikowane, wystarczy dobra księgowa, ona wszystko zrobi. A ty tylko masz robić swoje. Także kobiety pierś do przodu i dalej! Potrafisz, dasz radę!

Dziękujemy Jolu za szczery wywiad! :* Trzymam kciuki za dalszy rozwój! A Wy koniecznie zajrzyjcie na profil Joli i Karola na facebooku —-> Animatorzy zabaw „Jola” i „Karol”.