CODZIENNIK, NIECODZIENNIK, OLIWIER & SPÓŁKA

Z każdą taką historią umiera moja wiara w ludzi…

Należę raczej do osób, które wierzą w ludzi, ich dobre intencje i zamiary. Nie lubię być oceniana, nie lubię ocen i sama też staram się nie oceniać… Ale! Są sytuacje, w których nóż otwiera mi się w kieszeni!!! Nie liczę wtedy wulgaryzmów nasuwających mi się w głowie, z reguły również agresywna nie jestem, ale w takich momentach mam ochotę przywalić komuś kilka batów i to takich porządnych! Żeby poczuł, żeby bolało jak nigdy dotąd i zostawiło wielką ranę, która nigdy się nie zagoi! Nie pogięło mnie – serio, zdrowa jestem całkowicie na umyśle! Obejrzałam i przeczytałam po prostu kolejny reportaż dotyczący sprawy znęcania się nad dziećmi!

 

 

 

Sprawa dotyczy 12-letniego Daniela z Podkarpacia i jego rodzeństwa – pewnie słyszeliście, jeśli nie – wrzucam jeden z artykułów Zaginięcie 12-letniego Daniela. O ile wiele rzeczy jestem w stanie zrozumieć, to nigdy nie pojmę tego jak można wykorzystywać seksualnie swoje dziecko, jak w ogóle można wykorzystywać jakiekolwiek dziecko???!!! Jak bardzo wypaczony trzeba mieć umysł, by robić takie rzeczy?! Jakie gówno trzeba mieć w głowie, by być zdolnym do takich wybryków?! Z reportażu wynika, że chłopiec nie jest jedyną ofiarą tego typu czynów…

 

 

 

Nawet nie chcę myśleć jak bardzo zostały okaleczone te dzieci, jak ogromną bliznę będą nosić po swoim dzieciństwie nie ociekającym lukrem i brokatem… Nie potrafię sobie wyobrazić jak mocno muszą czuć się zagubione, obdarte ze swojej godności, jak mocno zostało zachwiane ich wewnętrzne i zewnętrzne bezpieczeństwo…

 

 

 

Dzieci, które powinny się bawić beztrosko, biegać, jeść lody i przytulać się do mamy, muszą dźwigać ciężar, którego zapewne nigdy się nie pozbędą… Pewno nie raz zbudzi ich w nocy zły sen, pewnie nie raz jeszcze wyleją morze łez, pewnie nie raz będą pytały „dlaczego?”…

 

 

 

To niestety nie jedyna tragedia rodziny i dzieci przebywających w tym domu. Maluchy podobno były bite, zastraszane i zaniedbane. Ich poprawne funkcjonowanie społeczne było zachwiane, jadały z miski psa, niektóre szczekały i warczały, nie posługując się normalnym językiem jak przeczytamy w reportażu… Dziw bierze, że takie rzeczy dzieją się w 2018 roku, gdzie niby wszyscy mamy taką ogromną świadomość i jesteśmy tak bardzo „prawi”. Tak doskonale wiemy co wolno, a czego nie… Tak głośno krzyczymy kiedy (nie)trzeba! W momencie zaś kiedy odgrywają się prawdziwe ludzkie tragedie siedzimy cicho i rozkładamy ręce! Sąsiedzi widzieli co się dzieje, część rodziny wiedziała i co?! I właściwie bez reakcji… Kuzynka twierdzi, że dzieci przechodziły piekło o jakim trudno sobie wyobrazić, a poza zgłoszeniem do pomocy społecznej nie zrobiła nic więcej…

 

 

 

Krzywda i cierpienie dzieci boli najbardziej, jest trudna do wybaczenia… Czemu jednak tak często dajemy jej przyzwolenie?! Siedząc cicho dajemy zgodę na to, by takie rzeczy mogły mieć miejsce, by takie tragedie odbywały się w domu obok, tuż za ścianą… Dzieci nie potrafią się bronić, brak im siły fizycznej i nie rzadko odwagi psychicznej by sprzeciwić się matce czy ojcu… Wybaczają równie szybko jak rosną ich potrzeby przynależności i akceptacji…  Bite, katowane, rozhuśtane emocjonalnie przyjmują na klatę niekiedy znacznie więcej niż jest w stanie udźwignąć dorosły człowiek…

 

 

 

Ile jeszcze trzeba o tym trąbić, ile takich historii musi się powtórzyć??? Ile małych serc music zostać pokruszonych na drobne kawałki, ile dzieci musi stracić życie czy zdrowie??? Nie pojmuję…  Nie zrozumiem… Z każdą taką historią umiera moja wiara w ludzi! Z każdą taką historią ogromnie żałuję, że jedynymi problemami takich dzieci nie są wybory dotyczące bajek czy jazdy na rowerze… Nie rozumiem rodziców, nie rozumiem świadków takich zdarzeń i bliskich…

 

 

 

I napiszę to jeszcze raz: jakakolwiek przemoc wobec dzieci jest oznaką słabości!!! Naszej słabości!!!