CODZIENNIK, NIECODZIENNIK, OLIWIER & SPÓŁKA

Nie każda historia świąteczna ma zakończenie ze spektakularnym happy end’em

Będąc na studiach (lata świetlne temu ;p) pewnego razu, przed świętami wybraliśmy się do domu dziecka. Niewielki ośrodek gdzieś blisko Lublina. Warunki dosyć skromne jak to zwykle bywa w takich placówkach… Dzieciaki w różnym wieku, od takich maluszków w wieku moich synów, po młodzież prawie pełnoletnią. Przywieźliśmy ze sobą dla nich wszystkich drobne upominki ze zbiórki. Cieszyły się strasznie, ale jeszcze bardziej cieszyły się z samej obecności. Młodsze dzieci lgnęły jak małe rzepki… Tuliły się na rękach, chciały żeby je nosić, wygłupiać się, żartować, rozmawiać, po prostu… Najzwyczajniej w  świecie były spragnione czyjejś uwagi. Nie wiem nawet czy miałam wtedy 20 lat, nie miałam własnych dzieci, trochę pstro w głowie jak każdy student… Po tej wizycie jednak długo nie mogłam dojść do siebie. Smutek w sercu to za mało… Myśli wracały jak bumerang! Widok dziecięcych oczu i te iskierki, bo w końcu mają kogoś dla siebie – choćby na chwilę, choćby na moment…

 

 

 

Po co Ci to dzisiaj pisze… Otóż znowu zbliżają się święta – nie da się nie zauważyć. Mamy swoje rodziny, ciepły dom, swoje kapcie, poduszkę, kołdrę, rodzinę, przyjaciół. Biegamy jak szaleni w poszukiwaniu najlepszego karpia, najdorodniejszych buraków na barszcz, żywej choinki takiej najpiękniejszej, cukierków, suszonych owoców, maku i innych bzdetów! Życiowym priorytetem stają się prezenty, wyszukane, najlepiej drogie i z efektem „woow”, żeby wszystkich zaskoczyć! Wycieramy wszystkie kąty, wydajemy grube setki by prezentować się przyzwoicie przed rodziną i bliskimi. Nie myślimy w tej bieganinie zbyt rozsądnie i tak łatwo zapominamy o co w tym wszystkim naprawdę chodzi… Bo o bliskość chodzi prawda???

 

 

 

Nie dopuszczamy do siebie myśli i nie zdajemy sobie sprawy, że są takie miejsca gdzie oczekiwanie wpisane jest w naturę… Oczywiste są dla nas rodzinne spotkania przy jednym stole, kolędowanie, rodzinne spory czy zabawy. Nikt nawet bardzo nie myśli, że mogłoby być inaczej… Bo po co niby?! Odcinamy się od tego co przykre, żyjemy własnym życiem, świata przecież nie zbawimy…

 

 

 

Odkąd mam dzieci mam świra, na punkcie innych dzieci również. I tak jakoś ostatnio nie mogę przestać o tym myśleć… Dom dziecka to niejednokrotnie miejsce gdzie ratowane jest czyjeś życie, życie małego człowieka. Takich placówek jest mnóstwo. Najwidoczniej są potrzeby… I teraz wyobraź sobie, że każdego roku mniej więcej o tej porze, są dzieci które siadają w oknie wieczorem i mają jedno marzenie – mieć kogoś tylko dla siebie… Nie panią, nie opiekunkę, nie nianię… Kogoś kto przytuli tak mocno jak tylko mama to potrafi, kogoś kto wystroi je specjalnie na tę okazję,kto się będzie o nich martwił – tak personalnie, kogoś kto potrzyma na kolanach, zaśpiewa do snu piosenkę…  Siedzą w tym oknie i być może wyobrażają sobie jak ubierają właśnie choinkę we własnym ciepłym salonie, lepią z mamą pierogi i oglądają Kevina z tatą… Marzą… Nie o lego, choć pewnie i to by się przydało, nie o telefonie czy tablecie, a o tym by ktoś im powiedział z ciepłym tonem w głosie „tu jest Twój dom, tu jest Twoje miejsce”… Chcą być kochane jak dziecko z reklamy,  czy chłopczyk z bajki, chcą przynależeć… Nic więcej. Większość z nas pewnie nawet przez moment nie pomyślała o takim prezencie bo przecież to wszystko mamy…

 

 

 

Ja wiem, że duża część tych dzieci pewnie cieszy się, że w ogóle tego dnia może zjeść ciepły posiłek przy stole, w spokoju, bez awantur, bez alkoholu. Pewnie dziękują w duchu za pełne brzuszki, „własną” kołderkę do przykrycia,  za to że nikt ich nie bije i na nich nie krzyczy. Wiem też, że panie opiekujące się – mają wielkie serce i niesamowicie dużo ciepła i cierpliwości… Wiem!

 

 

 

Wiem również, że połowa tego świata ( w tym ja!) w trwającym właśnie czasie zaprząta sobie głowę rzeczami tak nieistotnymi,  że aż strach – robiąc z tego życiowe problemy! Kiedy to inne tragedie i dramaty leżą tuż za rogiem… Tak trudno docenić kogoś bliskiego kiedy mamy go na co dzień, tak trudno wyobrazić sobie, że te oczywiste rzeczy mogłyby wyglądać całkiem inaczej…

 

 

 

W takich momentach marzę o tym, by każde z tych dzieci spotkało na swojej drodze taką mamę jak  Karolina z http://www.naszebabelkowo.pl/ , albo inną dobrą wróżkę, która uczyni ich życie spełnionym, radosnym i wynagrodzi ich samotność, każde święta bez rodziców i występy w przedszkolu… Dzięki, której poczują się ważne, wyjątkowe i kochane…

 

 

 

p.s. doceniasz to co masz…?