CODZIENNIK, NIECODZIENNIK

Jakim prawem tak łatwo oceniamy innych?!

Wszelkiej maści media, aż huczą w ostatnich dniach na temat rodziców – porywaczy, a także chłopca, który kilka dni temu popełnij samobójstwo. W internetach „głośno”, wiadomości w TV się prześcigają, prasa aż gorąca! Każdy musi przy tym dodać swoje trzy grosze, swoją ocenę, wydać swój osąd! A ja się pytam jakim prawem tak łatwo oceniamy innych?! Dlaczego? Czy siedzieliśmy w danym momencie w skórze tych ludzi? Nie wydaje mi się…

Pierwsza sprawa rodziców – porywaczy! Ludzie, którzy wielbią koncerny farmaceutyczne niczym Boga, a przy tym kochają ” całkiem nieszkodliwe szczepionki – samo dobro, ratunek dla ludzkości” warczą i krzyczą najgłośniej! Metkując przy tym ów rodziców różnorodnymi obelgami. Jak wszędzie jest też druga strona medalu – przeciwnicy szczepionek, którzy idą w zaparte i bronią ich dobrego imienia jak swojego! Społeczeństwo podzieliło się. Nie pierwszy raz zresztą. Każdy mierzy ich własną miarą. Wymyślają teorie i przeróżne scenariusze. Szpital i jego personel się broni, jest siłą w tym sporze. Ale czy aby na pewno nie dało się tego wszystkiego załatwić inaczej??? Czy w stosunku do tych ludzi, którzy nie życzyli sobie by ich dziecko było szczepione nie wystarczyłaby sama interwencja sanepidu??? Czy trzeba było im od razu ograniczać prawa rodzicielskie??? Nie wyrażenie zgody na kąpiel i szczepienie jest rzeczywiście w tym kraju takim wielkim przestępstwem?!

Swoją drogą, (tak z mojego doświadczenia) paradoksem jest fakt, że kiedy chcesz zapisać do pediatry dziecko z objawami zapalenia oskrzeli w ramach NFZ, pierwsza dostępna wizyta jest dopiero za tydzień, a jak trzeba szczepić – to nie ważne czy chore czy zdrowe, termin dostajesz na wczoraj! Fakt autentyczny, tak jest między innymi w naszej przychodni rodzinnej! Nie jestem jakimś fanatykiem co do tego tematu, ale przez pryzmat własnych doświadczeń podchodzę do sprawy bardzo sceptycznie.

Wracając do tematu , zastanówmy się czy Ci rodzicie musieli być w aż tak drastyczny sposób ukarani??? Oczywiście niezbyt ostrożne jest zabieranie nowo narodzonego dziecka ze szpitala, choć w gruncie rzeczy wszyscy niezależni lekarze oświadczają, że żadnego zagrożenia życia nie było… Według mnie uznali, że ucieczka jest jedynym ratunkiem w tej sytuacji. Powszechnie w wielu środowiskach Ci ludzie uważani są za przestępców, jeśli mam być szczera to sama nie wiem czy będąc na ich miejscu (mam tu na myśli tylko i wyłącznie ograniczenie praw rodzicielskich) nie postąpiłabym podobnie…

Ewidentnie zabrakło nici porozumienia między personelem a rodzicami dziecka, zabrakło spokoju, dystansu i sorry – ale według mnie zabrakło zdrowego rozsądku lekarzowi, który zawiadomił odpowiednie służby! Nie staję tutaj murem za tymi ludźmi, ale staram się ich zrozumieć. Nie oceniam… Swoją drogą nikt nie wpadł na to, by w tym całym sporze sprowadzić chociażby psychologa… A może to miała być przestroga dla wszystkich kolejnych rodziców, którzy przypadkiem mieliby ochotę sprzeciwić się systemowi… Sama nie wiem, ale w głębi serca żal mi tych ludzi, którzy zamiast cieszyć się pierwszymi pięknymi chwilami z maleństwem, muszą uciekać. Opluci przez połowę społeczeństwa! I znowu nasuwa mi się to samo pytanie: jakim prawem tak łatwo oceniamy innych?!

Kolejna sprawa to samobójstwo czternastolatka. Chłopca, który miał przed sobą całe życie! Z powodu swojej odmiennej orientacji i stylu ubierania, był szykanowany i wyśmiewany przez rówieśników! Zabił się, ponieważ nie był w stanie unieść oceny innych… Wyobraźcie sobie jak mocno musieli dać mu w kość, skoro posuną się do takiego czynu…? Jak dosadnie koledzy i koleżanki musieli zdeptać jego psychikę, że odważył się dokonać najgorszego?! Dlaczego??? Czy nie wystarczył im fakt, że był dobrym kolegą, nikomu nie wchodził w drogę, żeby mogli go zaakceptować takim jaki był…

Tu zaraz nasuwa się pytanie: kto zawinił? Szkoła, rówieśnicy -a może rodzice tych kolegów, może rodzina powinna była go bardziej wspierać…??? A teraz wszyscy powinniśmy zadać sobie pytanie: czy uczymy nasze dzieci tolerancji, czy sami przez naszych rodziców byliśmy jej nauczeni? Osobiście dajemy dobry przykład? Czy tłumaczymy, że każdy może być inny, a nie niczym odrysowany od szablonu?  Czy mówimy, że nie strój świadczy o człowieku? Może za mało, może należy powtórzyć jeszcze raz…!