Lifestyle, Rozwój osobisty

Imprezy integracyjne Partnera/Partnerki – jesteś na tak czy nie? ;)

Kobitki moje drogie, czy tolerujecie służbowe wyjazdy integracyjne Waszych partnerów? A partnerzy Wasze??? Jakie macie podejście do tego tematu?

 

 

 

Mój R. za dwa tygodnie jedzie na integrację. Nie po raz pierwszy zresztą. I tak sobie właśnie myślę jaką metamorfozę przeszłam przez te 10 lat naszego małżeństwa… ;p Kiedyś byłam straszną zazdrośnicą – cóż przyznaję… 😉 Dąsałabym nosem na pewno, wymyślała w głowie scenariusze niczym z telenoweli… ;p O tak wyobraźnia działa u mnie pod tym względem na najwyższym poziomie! 😉 Impreza integracyjna może być dobrym pretekstem do wielu niespodziewanych sytuacji… ;p Co nie?! 😉 Ale ok, zejdźmy na ziemię, jesteśmy przecież dorośli… Tak więc trochę dojrzałam przez te lata, i nie jest to kwestią przyzwyczajenia, a raczej pójścia po rozum do głowy! 😉 Zatem cieszę się razem z nim, bo wiem jak ważna jest dobra współpraca i fajne kontakty kiedy pracuje się w zespole.

 

 

 

Nie mniej jednak różne rzeczy słyszałam… ;p Nie strasząc tutaj nikogo rzecz jasna… 😉 Mam znajomą, która kiedyś pracowała w dużej firmie farmaceutycznej, gdzie tego typu spotkania były niemalże na porządku dziennym. Często, gęsto i z pompą! Nadmienię tylko, że pewna impreza integracyjna skończyła się wymianą żon, bez sporów w dodatku! 😉 Wszyscy żyli dalej długo i szczęśliwie! 😉

 

 

 

Jeszcze inna znajoma posyłając regularnie swój nowo zbudowany zespół na wspólny Paintball, stworzyła taką ekipę do pracy, że zazdrościły jej wszystkie inne działy! Ci ludzie tak doskonale się uzupełniali, że nie było projektu, z którym by sobie nie poradzili, a współpraca była ich największym atutem. Wspomnę tylko, że nie zdobyli tych umiejętności za biurkiem, a podczas „błahej” strzelanki co drugi piątek i wspólnych wypadów.

 

 

 

Ja zaś kiedyś byłam na takiej „integracji”, gdzie cały zespół  podzielony był na dwa obozy, nie koniecznie darzące się sympatią. Zatem wspólna posiadówka nie była do końca przyjemnością dla wszystkich… 😉 Jestem pewna, że można było nas zespolić w jedną fajną, zgraną całość, gdyby zaaranżować spotkanie w nieco inny sposób, a na pewno zaprocentowałoby to na przyszłość… Ale o tym zaraz Wam napiszę…

 

 

 

Natomiast moi ostatni pracodawcy nie pokusili się ani razu o organizację jakiegokolwiek spotkania dla swoich podopiecznych, a pracowałam tam 4 lata, więc całkiem sporo… Wielka szkoda! Bo choćby jedna  impreza integracyjna w roku potrafi zrobić niesamowitą robotę w zespole! Zgodzicie się ze mną? Niestety niekiedy pracodawcy zapominają, że poza zyskiem liczą się również relacje, inna perspektywa czy wspólny czas… I nie mówię tutaj o tygodniowych pobytach w Hiltonie czy pod palmą za miliony, ale chociażby o spotkaniach, które będą kilkugodzinną odskocznią, formą zacieśniania więzi między współpracownikami.

 

 

 

Ostatnio natknęłam się na super ofertę, właśnie w temacie integracji! Warsztaty kulinarne dla firm! Słuchajcie – no jak dla mnie pomysł genialny! Dzielą pracowników powiedzmy na dwa zespoły, dostają przepis i plan działania od znakomitego kucharza i robią swoje… A teraz wyobraźcie sobie jakby tak wzięli te moje dziewczyny, z tej średnio udanej integracji, co to połowa była na siebie naburmuszona i wymieszali je między sobą… Tak aby jeden zespół powstał z tych coś się lubią z tymi co nie za bardzo… 😉 Wspólny cel, zadanie – najlepszym sposobem na schowanie do kieszeni tego, co od dawna zalega… Doskonały krok ku temu by przełamać lody, czy sprawić by mur runął… Myślę, że w tamtych okolicznościach ten pomysł sprawdziłby się idealnie!

 

 

 

 

 

Wyobraźcie sobie jaka to musi być frajda nawet dla bardzo zgranego zespołu… Weźmy pod uwagę np. imprezy tematyczne choćby kuchnię tajską. Ktoś coś przesoli, przypali, rozgotuje… ;p Żarcik oczywiście, bo warsztaty mają na celu również aspekt doszkalający umiejętności, ale wyobraźcie sobie ile może być przy tym świetnej zabawy, ile pozytywnych wspomnień można zbudować?! 😉 Mini MasterChef jak znalazł, dla tych co lubią rywalizację, czy też wolą tylko jednak konsumować… 🙂

 

 

 

Nie wspomnę o tym, że takie warsztaty kulinarne mogą być doskonałym obrazem rzeczywistości i najlepszą drogą do poznania nowo zatrudnionego zespołu! Od razu widać w takich przypadkach kto jest liderem, komu przypadnie w firmie rola perfekcjonisty, a kto od obowiązków stroni… ;p

 

 

 

A tak całkiem serio, bez gdybania myślę, że taka forma integracji jest świetnym doświadczeniem! Myślę, że nie ma lepszej opcji na zbudowanie zgranego zespołu niż wspólne przeżycia, pasja… Mam wrażenie, że pozwalając się ludziom poznać w innych okolicznościach niż biuro, magazyn lub inne takie, efekty mogą być mega zaskakujące w późniejszym współdziałaniu, delegowaniu zadań czy lepszej komunikacji . Swoją drogą czy jest coś co łączy ludzi mocniej niż pyszne jedzenie??? 😉 Jak to mówią „przez żołądek do serca!”. 😉

 

 

 

Tak na marginesie, słuchajcie dziewczyny na takie warsztaty kulinarne to ja bym mogła puszczać męża nawet raz na tydzień! 😉 Kiedy pomyślę o tym, jak bardzo mógłby wzbogacić swój jakże ubogi warsztat kulinarny to… Jakoś tak mi się to wszystko na plus kalkuluje… 😉 Proponuję więc apelujmy do pracodawców naszych mężczyzn o takie właśnie imprezy tematyczne! Jak się integrować, to w najlepszym wydaniu! Sama też chętnie bym się pokusiła o takie zbiorowe warsztaty kulinarne.

 

 

 

Podsumowując: dobra zabawa w zespole jest tak samo ważna jak ciężka praca. Zapamiętajcie to sobie w szczególności jeśli sami jesteście pracodawcami… 😉 Zgrani pracownicy są podstawą sukcesu w każdej branży!

 

 

 

Swoją drogą gdybyście kiedyś szukali podobnych atrakcji w ramach imprezy integracyjnej ,koniecznie zajrzyjcie na stronę Fabryka Atrakcji ! Ofertę mają tak bogatą i różnorodną, że nic tylko integrować się! 😉 Warsztaty kulinarne są również w ofercie,  w dodatku z tyloma wariantami, że na pewno każdy znajdzie coś dla siebie! 😉