CODZIENNIK, OLIWIER & SPÓŁKA

Historia Chłopca, który nie miał oryginalnych butów

Piękny słoneczny dzień, środek lata, wakacji, beztroskich chwil… Centrum miasta, pełno dzieci moczy się w fontannie, biegają, krzyczą, śmieją się głośno. Gwar.

 

 

 

Do owej fontanny podchodzi nieśmiało chłopiec, około 9-10 lat, o nieco ciemniejszej karnacji, z pięknymi dużymi, brązowymi oczami – wesołymi oczami. Ubrany „skromnie”, w nieco za duże rzeczy, czysty, skory do zabawy. Zostawia buty obok mokradła, rozgląda się dookoła i powoli wchodzi do wody… A w jego oczach maluje się dziecięca radość, taka bezpretensjonalna, łagodna, czysta….

 

 

 

Zaraz za nim wbiegają niczym z procy, nie zważając na nikogo inne dzieci. Po chwili jeden z chłopców raptownie wraca się, zachodząc się ze śmiechu  krzyczy: „ej patrzcie jakie ten brudas ma buty z targu sprzed dziesięciu lat!”. Zalewając się przy tym ze śmiechu! Łapie te buty i wrzuca je z premedytacją do fontanny w stronę ciemnoskórego chłopca! Bez skrupułów, bez ogródek, można powiedzieć bezwiednie – tak po prostu intuicyjnie… Pozostała część grupy omal nie umrze z rozbawienia!

 

 

 

Ciemnoskóry chłopiec, uderzony jednym z butów zresztą, odwraca się powoli, z ogromnym wstydem i smutkiem na twarzy… A łzy cisną mu się do oczu. „Łowi” swoje za duże, niezbyt modne buty, wychodzi z fontanny, nakłada je na stopy przybity i wzruszony… Po czym pospiesznym krokiem kieruje się w stronę pobliskiego przystanku autobusowego, a mokre buty spadają mu z nóżek jeszcze bardziej niż przedtem… Nie odwraca się za siebie, płacze… Dzieciaki od fajnych butów rechoczą się w głos wytykając go palcami, obgadując wciąż jego za duże, stare trampki.

 

 

 

Co się wydarzyło w tym momencie? Jaka jest prawdziwa historia chłopca z za dużymi butami? Najprawdopodobniej chłopiec (pewnie nie po raz pierwszy) zderzył się z rzeczywistością i zapewne mocno się przy tym potłukł… Rozpadł się jego dziecięcy świat na kawałki, świat, w którym wierzył w tę beztroskość i radość… Świat, w którym liczy się dobra zabawa i łagodne serce, gdzie nie ma oceniania i wyceniania, gdzie nie ma znaczenia gdzie kto mieszka, skąd pochodzi, jaki ma kolor włosów i jakie nosi ubranie… Być może pękło jego ego, być może poczuł się jak ktoś bardzo mało istotny dla świata, mało fajny i „niewystarczający”… Być może…

 

 

 

Jedno wiem, gdybym była świadkiem tej sytuacji nie popuściłabym gnojowi od śmiechów! I nie chodzi o umoralniane kogoś bądź też wychowywanie, ale zwykłą EMPATIĘ…

 

 

 

Zauważyć CZŁOWIEKA w CZŁOWIEKU, bez względu na to jak wygląda, jaki ma rozmiar i w jakim języku mówi…

 

 

 

Aga! :*

 

Zdjęcie: pixabay.com