Dzieci

Twoje dzieci też się kłócą?!

Pytanie mam do Was: czy ktoś ma tu na sali dzieci, które nie kłócą się między sobą??? Które nigdy nie prowadzą wojen, nie przekomarzają się, nie robią sobie na złość, nie zabierają zabawek, nie przezywają się??? No powiedzcie, tak szczerze…  Są w ogóle takie maluchy???

 

 

 

Bądź co bądź moi chłopcy do takich nie należą!;p Choć przyznam szczerze, że dopóki Oliś był sam, to wyobrażałam sobie naiwnie, że moje dzieci będą bezkonfliktowe wobec siebie… ;p Nie miałam pojęcia o życiu – rzecz jasna! 😉 I szczerze to wcale nie żałuję, że jest inaczej… Kłótnie w rodzeństwie też są potrzebne swoją drogą, wbrew pozorom budują więź (oczywiście wszystko w granicach rozsądku – i nie mam tu na myśli walki na noże;)), zawsze trochę urozmaicają, dodają emocji i takie tam… ;p

 

 

 

Był taki okres, że nie kłócili się prawie wcale – serio… 🙂 Kubuś był wpatrzony w Oliwierka jak w obrazek, Olisiowi podobały się „dzidziusiowe” wygłupy Kubusia. 😉 Później standardowo zaczęło się zabieranie zabawek, bo przecież tylko jedna jest taka fajna – nawet jakby dwie były identyczne – rozumiecie… 😉 Ściganie się niemal we wszystkim i podkreślanie kto jest szybszy, kto ma czego więcej, co robi lepiej… 😉  Takie tam ważne problemy rangi światowej! I generalnie tak jest do dzisiaj, ale bez większych odchyleń od normy w którąś stronę… 😉 Do rękoczynów póki co nie dochodzi i mam nadzieję, że to się nie zmieni. Chociaż faktycznie kiedyś Oli oświadczył bratu, że „wydłubie mu oko, jak coś tam mu będzie robił”. ;p

 

 

 

 

Zazwyczaj kłótnie polegają na tym, że coś tam sobie zabierają, jednemu się uda, to ten drugi płacze, czy dostaje kociokwiku. I tak na zmianę. 😉 Albo nie daj Panie, niech któryś powie, że ten drugi czegoś nie umie – rozpacz gwarantowana! 😉 Przeważnie stawałam między nimi i dwoiłam się i troiłam, żeby tylko się pogodzili. Tłumaczyłam, że przecież są braciszkami, powinni więc być dla siebie najlepszymi przyjaciółmi, kochać się i szanować. Prosiłam, błagałam żeby się przepraszali, wybaczali sobie, szanowali się. Raz się udało, raz nie. Jak każdej matce zależy mi na tym, żeby ich relacje były „zdrowe”, koleżeńskie, bliskie… Czasem nawet aż za bardzo… 😉

 

 

 

Dałam im wolną rękę!

 

 

 

W pewnym momencie zaczęłam udawać, że „nic nie widzę – nie słyszę”. Nie ma mnie, nie wtrącam się. I wiecie co – to najlepsza metoda! Dzisiaj dostałam olśnienia! Prasowałam ubrania w łazience, z dużego pokoju dochodził płacz. Powodem był stary wózek, który przytargali z balkonu i służył im jako samochód. Kubuś się nim bawił, a gdy tylko na chwilę spuścił go z oczu, Oli  wykorzystał sytuację i wskoczył na jego miejsce. Postanowiłam zacisnąć zęby. Płacz jakby kota ze skóry obdzierali! ;p Kubuś z żalem poszedł do pokoju dziecięcego nie przestając krzyczeć ani na chwilę.

 

 

 

 

Słucham dalej jak rozwinie się sytuacja…

 

 

 

Oli schodzi w pewnym momencie z wózka poruszony i krzyczy do Kuby, że wózek jest już wolny i może tam wrócić. Młodszy drze się rozżalony, że nie wpuści go pokoju. ;p Słucham dalej choć już mnie nosi… 😉 Oli powtarza mu: Kubuś już nie płacz możesz iść do wózka! Na co K. odpowiada z uśmiechem przez łzy ” że już dobrze i mogą być z powrotem najlepszymi „przyjaciołami”! ;D Śmieją się znowu wspólnie! Ja uśmiecham się sama do siebie i w głębi serca myślę, że to najlepsza rzecz jaka mnie dzisiaj spotkała! <3

 

 

 

Mała, a tak ważna spawa. Taki krok milowy w relacjach między nimi. Tak pięknie sobie to rozegrali! Tak bardzo mnie tym wzruszyli… 🙂 Pewnie gdybym stanęła między nimi, któryś poczułby się pokrzywdzony, a i nie pogodziliby się tak szybko… 🙂 Zrobili mi dzień – nie ma co… 😉 Warto czasem przybrać bierną postawę. Przemilczeć, zaczekać, jak widać wałkowanie też przyniosło efekty, choć musiałam na to trochę poczekać. Jutro pewnie znowu znajdą jakiś problem, pewnie znowu będą łzy… Byle z dobrym zakończeniem! <3 Niech się kłócą na zdrowie! 😉

 

 

 

A Wy jak reagujecie na takie sytuacje? 🙂