CODZIENNIK, OLIWIER & SPÓŁKA

Chcę być Twoim przyjacielem

Na temat relacji dziecko – rodzic jest wiele teorii. Zapewne każdy rodzic ma swoją indywidualną. I tak o to jedni chcą być dla dzieci mentorami, inni tylko obserwatorami, wzorami do naśladowania, a jeszcze inni chwalą się „wątłą” dyktaturą wobec dzieci. Jak kto lubi, jak kto umie i jak mu się widzi… Ja też mam swoją teorię na ten związek: „chcę być Twoim przyjacielem synu”… Tylko tyle i aż tyle…

 

 

 

Są tacy, którzy twierdzą, że z dziećmi przyjaźnić się nie powinno, że zdrowy dystans w wychowaniu to podstawa, że muszą być granice i respekt musi być. Pytam się zatem jakie granice mam stawiać człowiekowi, który zrodził się ze mnie i pod względem zarówno biologicznym, genetycznym jak i społecznym jest mi najbliższy??? O jakie granice chodzi??? Nie wiem… Być może o należyty szacunek, co to się każdemu dorosłemu należy (ale, że dziecku niby nie???)? Tylko, że osobiście nie wyobrażam sobie przyjacielskiej relacji, która nie jest oparta właśnie na wzajemnym poszanowaniu….? W dalszym ciągu zatem nie rozumiem. Albo też wychowując człowieka równego sobie (poza gabarytami rzecz jasna), dlaczego któreś z nas miałoby czuć respekt przed drugim….?

 

 

 

Ktoś powie, że to nie zdrowe jakieś i takie tam, no bo jak to matce czy ojcu zwierzać się ze swoich osobistych uniesień?! Oczywistym jest, że nam czy naszym dzieciom zdecydowanie łatwiej będzie o takich sprawach rozmawiać z rówieśnikami, to absolutnie zrozumiałe, i nie ma w tym nic dziwnego. Ale czy właśnie nie o to chodzi, że prawdziwa przyjaźń niczego nie narzuca i tym samym niczego nie wymaga?

 

 

 

Chodzi o to, że gdy cały świat zawiedzie, przyjaciółka się obrazi, kumple wyjadą na drugi koniec świata, a życie kopnie w zadek – by wiedział/ła dokąd może wrócić! Gdzie mają swoją bezpieczną przystań, na dobre i na złe… By wiedzieli, że są w życiu rzeczy, relacje, uczucia nierozerwalne i wieczne bez względu na okoliczności, odległość i koleje losu. By mieli kogoś, kto pomoże im zrozumieć, że koniec jakiegoś etapu nie oznacza końca świata!

 

 

 

Domyślam się, że taka relacja nie jest łatwa, wymaga wiele pracy, cierpliwości, elastyczności i jeszcze więcej zrozumienia, w szczególności po stronie rodzica… Jednak nie wyobrażam sobie inaczej, dlatego też chcę być Twoim przyjacielem Synu… 😉 <3 Tak to widzę!

 

 

Fot. Magdalena Wosik Photography