CODZIENNIK, OLIWIER & SPÓŁKA

Bunt dwulatka! Wtf???

 

„Bunt dwulatka – zespół zachowań małego dziecka, pojawiający się mniej więcej między 18. a 26. miesiącem życia (może to nastąpić do dwóch miesięcy wcześniej lub znacznie później, zależnie od stopnia rozwoju osobniczego).

Dziecko w wyżej wymienionym okresie zaczyna zdawać sobie sprawę z różnicy między oczekiwaniami a możliwością ich spełnienia. W przypadku, kiedy nie może spełnić swych pragnień (…) pojawia się nowe dla niego uczucie frustracji i gniewu, pogłębiające się zwłaszcza w fazach zmęczenia, bądź głodu. Dziecko poznaje w tym okresie siłę swojej woli, możliwość samostanowienia i przeciwstawiania się rzeczywistości. Sprawdza też zakres możliwości manipulowania rodzicami i szerokość pola stawianych ograniczeń (…) Z uwagi na nie w pełni rozwiniętą umiejętność kontrolowania emocji, dziecko popada jednak wtedy w huśtawkę skrajnych nastrojów, ze szczególnie silnie eksponowanym gniewem i złością. Sprawia to, że okres buntu jest bardzo trudny dla wzajemnej relacji rodzic – dziecko. (..)”

 

 

 

Amen!

 

 

 

Powyżej nieco okrojona definicja buntu dwulatka z Wikipedii.

 

 

 

Mój młodszy syn za tydzień skończy dwa latka. Przez ostatnie dni zmienność jego nastrojów mogłabym porównać do zmienności pogody nad Bałtykiem. Raz wichura, w dodatku z ulewnym deszczem i grzmotami, innymi razy słońce. Z przewagą jednak tych pochmurnych dni. A że mały człowiek mocno wygadany jest to potrafi sypnąć epitetem, który miażdży system… Nie jest łatwo momentami i czacha dymi (moja czacha!)! Wszystkie symptomy pasują do wyżej wymienionej definicji. I pewnie wiele osób stwierdzi: „tak, to ten moment!”. Ale nie ja… Serio – aż taka naiwna jestem!

 

 

 

Wybaczcie jednak, pomijając już sam tytuł, a biorąc pod uwagę stan umysłu i reakcje ciała – te same cechy możemy przyporządkować do dziecka sześciomiesięcznego, które wszystko egzekwuje płaczem (bo przecież inaczej nie potrafi), do pięciolatka, dziesięciolatka, osiemnastki czy czterdziestki… Czy zatem istnieje bunt trzydziestolatka idąc tym tropem??? Czy każda zmiana w życiu na pewnym etapie, związana z tym, że nie do końca radzimy sobie z kontrolą naszych emocji, bądź mamy gorszy tydzień, miesiąc jest buntem odpowiednim do wieku??? Czy każda kobieta przed okresem to zbuntowana baba??? Czy dorosłym, wysoko funkcjonującym ludziom nie zdarza się krzyczeć w stanach podwyższonego stresu czy złości, płakać albo tupnąć nogą???!!! Baaa – widziałam dorosłych, którzy mają jeszcze gorsze „fanaberie”. Pokażcie mi takiego, co to twardy i nie skalany??? KAŻDEMU się zdarza!!! Z tą różnicą, że my dorośli dajemy sobie na to przyzwolenie, tłumaczymy się przeładowaniem, emocjami, stresem, nawałem obowiązków. Mylę się???

 

 

 

 

Nie jestem żadnym naukowcem, a ni też się nie wymądrzam (bo tak naprawdę „G” wiem), a jedynie próbuję spojrzeć na sprawę obiektywnym okiem… I wiem jedno: złe, negatywne emocje można zgasić tylko tymi pozytywnymi i cierpliwością rodzicielską (niekiedy wiąże się to z wyrywaniem włosów w samotności ;P). Natomiast co do samego przyzwolenia na nie, dajmy szansę wydobyć je dziecku, tak jak sami wyrzucamy swoje. Każde bagno, stres, niepowodzenie musi mieć swoje ujście. Wbrew pozorom małe dzieci są tak samo skonstruowane jak dorośli ludzie.  To nie buntownik, a persona, która ma prawo wyrażać siebie w sposób, który jest mu przypisany. Samokontrolę nabywa się z czasem, a i wielu dorosłych ma z tym znaczny problem…

 

 

 

Bunt dwulatka nie istnieje – według mnie rzecz jasna! 😉 No chyba, że wszyscy przechodzimy go co chwilę… 😉

 

 

 

P.s. Tak więc zagryzam zęby, wyrywam włosy, oddycham głęboko, liczę do dziesięciu —-> wróć! do pięćdziesięciu i jadę dalej! ;D