Lifestyle, Rozwój osobisty

A gdyby tak pewne sprawy już nigdy nie odkładały się na później…?

Dziewczyny i chłopaki zresztą też!!! 😉 Powiedzcie mi tak szczerze, czy macie tendencję do odkładania rzeczy i obowiązków, które nie są Waszymi ulubionymi na później??? Przyznaję – ja mam! A może raczej miałam…?

 

 

 

Zawsze na początku nowego miesiąca rozpisuję sobie plan działania, a może raczej piszę sobie jakie rzeczy/sprawy w danym miesiącu muszę ogarnąć: w domu, w pracy, w życiu osobistym. Na bieżąco odznaczam sobie to, co już udało mi się zrobić.

 

 

 

W rzeczywistości wyglądało to tak, że moje plany żyły swoim życiem…;p Czyli rzeczy i sprawy, które przychodzą mi z łatwością były odznaczane zaraz na początku miesiąca, a te z którymi się nie lubię, były przenoszone na przyszły miesiąc, a czasami nawet nigdy nie doczekały się realizacji… Żeby była jednak jasność nie są to rzeczy trudności na najwyższym poziomie! Niekiedy są to doprawdy błahostki, przed którymi uciekam niczym przed życiowym problemem… Albo tłumaczę sobie w głowie, że szukam odpowiedniego momentu… Rozumiecie?!

 

 

 

Mam tak często z jakimiś moimi badaniami albo lekarzami… Wiem, że w końcu wykonam ten telefon do przychodni w celu zapisania się, ale wierzcie mi, że czasami mam „tyle ważniejszych spraw”, że schodzi mi się z tym tydzień… Albo jakieś raporty w pracy… No czego by sobie tego nie zostawić na ostatni dzień miesiąca, kiedy przecież mam na to czas… Podobnie z „ulubionymi” obowiązkami domowymi, albo nie daj Boziu z zusem czy urzędem skarbowym!!! Przyznaję, nie lubię tego w sobie… Bo nie dość, że wiele spraw się przez to przeciąga, to jeszcze narażam się często na niepotrzebny stres…

 

 

 

Co by nieco popracować nad sobą i wyeliminować te drobne niedoskonałości… ;p 😉 Wymyśliłam sposób, który sprawdza się u mnie doskonale! Otóż, wciąż rozpisuję moje zadania, trudne sprawy i inne cele w notatniku, ale oprócz tego, spisuję każdy z nich na małych karteczkach. Każdy oddzielnie. Następnie owe karteczki składam i chowam do pudełka. W każdym dniu, w którym wiem, że muszę ogarnąć, którąś z tych spraw losuję jedną karteczkę, w przypływie produktywności nawet dwie… I… Robię to co jest na niej napisane! Bez odkładania na później, ponieważ losowań nie można powtarzać! 😉 Dzięki temu, to co mam zrobić – robię od razu, bez zastanawiania się nad tym czy mam na to dzisiaj ochotę czy nie, czy muszę się do tego przygotować psychicznie, czy już nie mam na to czasu! 😉

 

 

 

Plusów jest z tego mnóstwo, chociażby nie mam dni, w których mam rzeczy więcej do załatwienia niż doba godzin, mniej się stresuję, więcej robię, więcej rzeczy udaje mi się odhaczyć i mniej przy tym wszystkim marudzę! 😉 Jestem zadaniowcem, zatem dobrze mi w takim trybie. Nie trzeba od razu rozpisywać całego miesiąca, można spróbować najpierw z tygodniem, nie muszą to być również zadania rozpisane na każdy dzień – odpuście weekendy,  albo dni, w których wiecie, że macie dużo innych obowiązków stałych. Można zacząć od trzech, pięciu spraw – nie od razu Rzym zbudowano! 😉

 

 

 

Spróbuj! Może i u Ciebie się sprawdzi ta metoda?! 😉

 

 

 

p.s. poza tym Kochani, jeśli chodzi o same karteczki, to one mają moc na wielu płaszczyznach w pracy!!! Mam taki jeden patent ściągnięty od Oli Budzyńskiej z Pani swojego czasu ( super hiper kobieta!!!). Jeśli chcecie kiedyś Wam napiszę?! 😉 Niech moc będzie z Wami! :*

 

 

Zdjęcie: pixabay.com