CODZIENNIK, OLIWIER & SPÓŁKA

8 zabaw podwórkowych z mojego dzieciństwa.

Mamy środek lata. Sięgam pamięcią do moich wakacji z dzieciństwa i jestem bardzo szczęśliwa, że mogłam doświadczyć tak wielu cudownych chwil i żyć w tej najprawdziwszej rzeczywistości. Czasy zmieniły się diametralnie. Pamiętam dokładnie kiedy to podczas moich wakacji siedziałam od rana do nocy na dworze, całymi dniami spędzając czas bardzo aktywnie  wraz z innymi dziećmi. Wracałam do domu nie koniecznie czysta i schludna jak na dziewczynkę przystało (;)) , głodna, pozytywnie wyczerpana, ze strupami na kolanach i siniakami na nogach. Było pięknie, była zabawa, nie było nudy! Dzisiaj bez względu na porę roku życie większości dzieci kręci się wokół komputera, smartphona, iphona , tableta czy innego ustrojstwa. Dzieci często zamiast korzystać z pięknej pogody i uroków natury siedzą z nosem wlepionym w monitor, tracąc swój cenny i bezpowrotny czas na gry, portale społecznościowe  czy mało atrakcyjne i mądre bajki i filmy. Kiedyś nie było o tym mowy! Czas był tak cenny i wykorzystywany w 100%, że szkoda było nawet wracać do domu na posiłki! Do dziś pamiętam jak mama mi kisiel na dwór wynosiła…;) Nikomu by nawet przez myśl nie przeszło, że za 15 czy 20 lat ktoś będzie biegał po mieście za jakimiś Pokemonami i siedział w domu strzelając gole w wirtualnej grze zamiast na boisku! Pomysłów do zabaw nie brakowało, a i brzydka pogoda nigdy w niczym nie przeszkadzała. Nie wspomnę już o tym, jak takie zabawy rozwijały wyobraźnię, uczyły samodzielności czy wzmacniały kondycję ruchową, której dziś niekiedy niesamowicie brakuje naszym dzieciom, a najlepszym dowodem na to są chociażby nagminne zwolnienia z lekcji wychowania fizycznego! Co swoją drogą też mnie dziwi – bo kiedyś w-f był najfajniejszym przedmiotem szkolnym, na którym wreszcie można było odreagować!

Co zatem powiedzą nasze dzieci za 20 lat? Czy będą miały tyle pięknych wspomnień co nasze pokolenie? Poniekąd nasza w tym głowa! A dla przypomnienia i inspiracji wspominam kilka zabaw z mojego dzieciństwa. Nie sposób przytoczyć wszystkie, ale postanowiłam wybrać te najlepsze:

1.GŁUPI JAŚ

Do tej zabawy były potrzebne co najmniej trzy osoby. Jedna z nich była Jasiem, którego zadaniem było stanie na środku, a pozostali gracze musieli tak rzucać do siebie piłkę, aby Jasiek jej nie złapał. W momencie gdy Jaś przeją piłkę, wychodził na zewnątrz, a osoba która rzucała zajmowała jego miejsce. Zabawa dawała dużo śmiechu i pozwalała integrować zarówno chłopców jak i dziewczynki.

2. GRA W ZBIJAKA
Pamiętam jak dziś kiedy to okupowaliśmy ulicę grając w zbijaka, nawet po kilka godzin. Nie straszne były samochody, których kiedyś było znacznie mniej… Do tej gry potrzebna była grupa dzieci, którą dzieliliśmy na dwie drużyny oraz piłka. W każdej z drużyn należało wybrać matkę i pole do gry (dzieliliśmy je na dwie równe części, odliczając kroki rzecz jasna!;p). Za linią końcową stawała matka, tuż za drużyną przeciwnika. Zabawa polegała na tym, aby matka trafiała piłką – „zbijała” członków drużyny przeciwnej, aż do momentu gdy zbije wszystkich graczy. Wygrywała drużyna, której członek został zbity jako ostatni. Uwielbiałam tę grę!:)

3. GRA W KLASY

Pamiętacie? Tu akurat najbardziej zaangażowane były dziewczyny. Rysowało się osiem kwadratów oznaczonych cyframi na kształt ludzika. Rozpoczynała osoba, która jako pierwsza trafiła kamykiem na pole oznaczone cyfrą „1”. Należało na jednej nodze skakać po wszystkich pojedynczych polach, a na podwójnych stawało się w rozkroku. Podczas skoków nie można było przekroczyć wyznaczongych linii, gdyż odpadało się z gry. W drodze powrotnej należało zabrać rzucony kamień. W kolejnych rundach należało trafić kamieniem w pole nr „2”, a następnie w kolejne. U mnie zamiennie ta gra była nazywana również „grzybkiem”. :))

4.  ZABAWA W CHOWANEGO

Tutaj akurat najlepszą porą na zabawę był wieczór z wiadomych przyczyn rzecz jasna!;) Im większa grupa dzieci do zabawy, tym lepiej. Jedna z osób kryła, czyli zasłaniała oczy i liczyła np. do 30, a w tym czasie pozostałe osoby chowały się. Cała rzecz w tym, by odnaleźć wszystkich, którzy się schowali i zaklepać ich w miejscu, w którym się liczyło. Schowany również mógł zaklepać się sam. W kolejnej rundzie szukał ten, który został znaleziony i zaklepany jako pierwszy. Doskonale pamiętam jak ta zabawa angażowała na kilka dobrych godzin!

5. GUMA

Chyba każda z nas za młodu miała gumę, taki „must have” tamtych czasów!;D  O zasadach zabawy chyba nie ma sensu pisać, gdyż są wszystkim znane, a samych kombinacji i rymowanek do gry była niezliczona liczba!;)I wiecie co, tak sobie myślę, że sama bym chętnie jeszcze teraz zagrała!;D

6. PODCHODY

Tu zasady były proste. Potrzebne były dwie drużyny, z których jedna się chowała i zostawiała po sobie ślady w postaci narysowanych w różnych miejscach strzałek. Druga zaś miała za zadanie odnaleźć tę drużynę w określonym czasie, wykorzystując do tego pozostawione wskazówki. Niesamowita przygoda! Według mnie ta gra doskonale uczy kreatywności, spostrzegawczości i logicznego myślenia. Ponadto świetnie rozwija motorykę.

7. GRA W KROWĘ

Do zabawy potrzeba było przynajmniej czterech osób. Jeden z uczestników stał przed pozostałymi, którzy łapali go za palce u rąk i powtarzali rymowankę: ” Krowo, krowo jakie mleko dajesz?” Jeżeli padło słowo „białe”, wszyscy musieli uciekać przed dzieckiem udającym krowę. Osoba, która została złapana stawała w rozkroku i nie mogła brać udziału w zabawie, żeby ją uwolnić inny uczestnik musiał przejść pod jej nogami, oczywiście w ten sposób by nie dać się przy okazji złapać!;) Gra kończyła się w momencie, gdy krowa złapała wszystkich!;) Na koniec „zmęczenie materiału” gwarantowane!;D

8. GRA W KOLORY

Uczestnicy ustawiali się w jednej linii, jedna z osób stała przed pozostałymi i trzymała piłkę. Zabawa polegała na rzucaniu piłki przez tą osobę i wymawianiu jakiegoś koloru jednocześnie. Jeśli został wypowiedziany kolor czarny, nie wolno było łapać piłki, w przeciwnym razie uczestnik odpadał z gry lub wykonywał zadania wymyślone przez resztę drużyny.

Była jeszcze jedna zabawa w państwa, gdzie rysowało się wielkie koło i dzieliło na wybrane przez graczy państwa, ale nie potrafię sobie przypomnieć niestety szczegółów….;/

A Wy w co graliście za małolata?

Myślę, że na prawdę warto odkryć przed dziećmi odrobinę naszego dziecięcego świata, a przy okazji samemu na chwilę wrócić do dawnych lat!:D Nie dajmy się zwariować urządzeniom mobilnym, a przede wszystkim nie dajmy zwariować dzieciom!;)