CODZIENNIK, NIECODZIENNIK

2017! To nie był rok pełen fajerwerków!

Ludzie zazwyczaj określają swoje życie „fajnym”, kiedy dobra passa się wiedzie, gdy osiągają sukcesy na wielu szczeblach, kiedy otaczają się dookoła pięknymi przedmiotami… Większość myśli, że życie jest udane i pełne ekscytacji, kiedy są w nim „fajerwerki”! Gdy doświadczamy nowych, zadziwiających przygód, zdobywamy nowe szczyty, latamy szybowcem lub gdy pijemy szampana na najwyższym piętrze hotelu w Las Vegas! Tak… wtedy jest super! (musi być?!) Jak są świeże emocje, kiedy oczekujemy od życia ciągłych pozytywnych zaskoczeń, zmian tylko na lepsze… Natomiast w momencie braku swego rodzaju iskry, niczym z instagramowych zdjęć, coś zaczyna nam doskwierać, czegoś zaczynamy zazdrościć, kogoś chcielibyśmy dogonić… 2017 już za nami, przed nami kolejny rok, w którym być może będą płonęły pochodnie i strzelały fajerwerki, albo taki, w którym nic poza zimnym ogniem nie doświadczymy… 😉

 

Nie lubię podsumowań i zazwyczaj ich nie robię, gdyż jak dla mnie sygnalizują jakiś koniec… Jednak dzisiaj robię pewien wyjątek, bo ktoś mnie zainspirował! 😉 Przejdę od razu do rzeczy! ;D

 

Otóż wyobraź sobie, że mój rok 2017 należał do tych kompletnie „bez fajerwerków”! Totalna nuda jak wielu pomyśli… Głównie dom, dzieci, ten sam chłop i niewiele więcej… 😉 Dajesz wiarę, że nie przeżyłam podróży na księżyc, ani nawet na Malediwy! Nie wygrałam w lotka, domniemam, że to pewnie dlatego ponieważ nie gram… Powiem Ci lepiej jak już mam być szczera do końca! Po skończonym macierzyńskim w lipcu, nie wróciłam do pracy ani na chwilę! Dało mi to łącznie do chwili obecnej półtora roku spędzonego u boku mojego młodszego syna, praktycznie non stop! Czytaj: 24 godziny na dobę pieluchy, karmienie, mycie itp! Baaa – ja nawet nie zrobiłam właściwie nic do tego czasu, żeby do pracy wrócić, bezczelnie opierdzielając się w domu przy garach i „szmacie”, w warunkach mało sprzyjających do samorozwoju.

 

I wiesz co Ci powiem…. Nie żałuję ani chwili!!! Choćby minuty! Jestem wręcz dumna i szczęśliwa, że mogłam być naocznym świadkiem, kiedy moje dziecko stawiało pierwsze kroki i mówiło pierwsze słowa! Czuję się spełniona, że mogłam być w każdym przełomowym momencie, że niczego nie przeoczyłam i nie pominęłam… Tak – dobrze mi z tym! Oczywistym jest, że bywały momenty kiedy jedynym wybawieniem byłoby pójście do pracy i zatrzaśnięcie za sobą drzwi! Bywały i takie kiedy na widok prania i garów w zlewie chciało mi się rzygać, ale nie żałuję! Toteż jak już wiesz w 2017 nie zrobiłam kariery zawodowej, nie startowałam w Gazelach Biznesu, jak również nie zostałam bohaterką żadnego skandalu. Słabo, co? 😉

 

Idźmy w głąb tego mojego życia bez fajerwerków. Otóż mogłabym narzekać na ten 2017 rok do rana! Powodów by się trochę znalazło. Chociażby ten, że moje uda żyją własnym życiem i są przy tym dosyć mocno frywolne, albo fakt, że przynajmniej od roku jadę na zimowej oponie w talii i pozbyć się jej nie mogę bez względu na sezon! Mogłabym tak sobie jeszcze podobne przykłady mnożyć, ale nie czuję takiej wewnętrznej potrzeby. Nie ważne – chodzi o to, że życie moje takie wiesz niby „dupy nie urywa”!

 

A teraz Cię zaskoczę! Pomimo, że przez połowę społeczeństwa, życie pokroju mojego, powszechnie uważane jest za nudne, a przez niektórych nawet „nieudane” (pewno przez tą karierę!;p) to JA jestem cholernie SZCZĘŚLIWA! Nie muszę mieć wszystkiego, jak mi nie wychodzi w jednej sferze mojego życia – to rekompensuję sobie je inną! Nigdy nie lubiłam huku fajerwerków! 😉 To wiele wyjaśnia… 😉 A od „urywania dupy” zdecydowanie bardziej wolę inne rzeczy. W tym tkwi prosty sens szczęścia.

 

Jestem szczęśliwa, a czasami mocno wkurzona, bo mam dzieci niczym letnie błyskawice! To dzięki nim doświadczam wszystkich emocji świata! <3 Strasznie się cieszę, bo w minionym roku nie odszedł nikt z naszej rodziny, za to lada moment przywitamy nowe, maleńkie Życie (nie bezpośrednio nasze, tak dla formalności;)). Zatem jestem mega zadowolona, bo mogłam świętować przy rodzinnym stole ze wszystkimi, których kocham, i na których zależy mi najbardziej! Bo mam świadomość i pewność, że posiadam przy sobie osoby, na które zawsze mogę liczyć, bez względu na okoliczności… Jestem szczęśliwa ponieważ tegorocznego Sylwestra spędziłam tylko z dziećmi i R., popijając szampana z hipermarketu za 12 zeta! 😉 Jestem szczęśliwa, bo nie muszę wybierać między ciepłym ubraniem a jedzeniem dla moich dzieci… Jestem wniebowzięta, ponieważ wkraczam w 2018 rok ze spokojnym sumieniem, ciepłym sercem i otwartą na nowe wyzwania głową! To jest moje szczęście, moje fajerwerki wszystkie razem wzięte i wygrane miliony!!! <3

 

Szczęśliwego KOCHANI!!!! Niech Wam się wiedzie „od środka”! :* <3

 

p.s. Tak na marginesie: fajnie byłoby mieć nogi jak u sarenki, talię osy i podróżować „dookoła” świata trzy razy do roku!!! A jakże! Ale bez tego też da się fajnie żyć, kochać i być szczęśliwym…!!! ;D