CODZIENNIK, PRACA/ROZWÓJ OSOBISTY

11. Nie oceniaj!

Zdarza się Wam oceniać ludzi zaraz po pierwszym kontakcie? Gdy zerkniecie na ich sposób bycia, ubierania się czy wysławianie? Jestem pewna, że nie raz! Sama czasami łapię się na tym, że udało mi się ocenić pana czy panią zaraz po pierwszym zerknięciu w ich stronę, bez rozmowy, bez relacji. Od kilku dni skutecznie się tego paskudnego nawyku wyzbywam! Śmię nawet napisać, że drastycznie!

Otóż jak już chyba wspominałam, pracuję w instytucji finansowej. Każdego dnia przewijają się w miejscu mojej pracy dziesiątki ludzi. Przeróżnych ludzi, w różnym wieku o różnych upodobaniach. Moja praca to doskonała baza obserwacji różnorodności ludzkiej! Przychodzą tu człowieki wszystkich kategorii, grubi, chudzi, piękni i Ci nieco mniej, tacy z grubym portfelem i tacy, którzy liczą każdy wydany grosz. Wchodzą, wychodzą, wracają, odchodzą! Przemiał – totalny przemiał!

Jakiś czas temu, instytucja finansowa, w której pracuję połączyła się (a raczej tamta ją wchłonęła), z inną, dużo większą instytucją, tzw. molochem. Przed fuzją mój stary bank X docelowo był przeznaczony dla klientów średniego portfela i małych, krajowych przedsiębiorców. Czyli ludzi średnio zamożnych lub nawet mniej zamożnych, 1/4 ze wszystkich obracała naprawdę dużą gotówką.

Innymi słowy mój przeciętny klient to pan Józio na emeryturze, zamieszkujący ze swoją małżonką (od lat pięćdziesięciu) w 40m mieszkaniu w kamienicy. Pan Józio to przesympatyczny człowiek, który zawsze przychodzi z uśmiechem do placówki, serdeczny, wychodząc życzy miłego dnia i zdrówka.

Kolejny przykład to pani Marysia (moja faworytka) lat 84, leciwa, zgarbiona staruszka o najcieplejszym sercu z jakim kiedykolwiek obcowałam. Zawsze niezmiernie wdzięczna za pomoc, dziękuje milion razy za czynności, które najzwyczajniej w świecie należą do naszych obowiązków i wciąż przeprasza za kłopot (chciałabym taką babcię;)).

Jest też pan Edzio, z pod sklepu monopolowego. Przychodzi zawsze ,,pod wpływem” , ze swoimi ,,wysperlanymi,” grosikami i rzetelnie spłaca wszystkie raty. Zawsze miły, szarmancki, pomimo że odstrasza zapachem sfermentowanego alko. Pierwsze co by mogło przyjść do głowy, to fakt, że nie chcę mieć z tym człowiekim nic wspólnego, a już na pewno robić z nim jakiekolwiek interesy. A jednak! Może nie biznesmen, ale klient na medal!

Muszę również wspomnieć o wspaniałym, przykładnym małżeństwie w średnim wieku. Zawsze przychodzą razem, nierozłączni (urzeka to mnie). Państwu ewidentnie się nie przelewa, nie mają życia usłanego różami, jednak zawsze porozmawiają, pochwalą się co nowego ,,dobrego” u nich. Zdarza się bardzo często, że za miłą obsługę przyniosą jakieś łakocie!:) I choć tego akurat nie popieram jest to wielce miły gest! Dla kogoś ,,takie nic”, a dla niech być może ma ogromne znaczenie…

Tacy byli (niewielka część ich pozostała) moi klienci. Wspaniali, prości ludzie ze swoją historią, pełni empatii i chęci nawiązania dobrych, zdrowych relacji. Z pozoru może nie wyglądają jak idealny kontrahent, ale zawsze pełni szacunku i zrozumienia.

O kilku dni, mój klient to zupełnie inna półka!

Chociażby sytuacja z dnia dzisiejszego: przychodzi starsza dama, lat ok.67, w pięknym białym futrze z kozich cipek, wymalowana jak Mańka Wstańka, a perfumy prosto z Paryża czuć od niej na 3km! Owa ważna persona wpada (dosłownie) i zasiada (poza kolejką) przed moim biurkiem, doskonale widząc, że jestem zawalona kupą dokumentów i mam wystawioną  tabliczkę z informacją ,,zapraszam do stanowiska obok”. Jednak tej pięknej inaczej kobiecie nie straszne zakazy! Ni z gruszki ni z pietruszki rzuca mi swoje ,,grube bańki” na stół i krzyczy, że chce lokatę! Już teraz, natychmiast, bo ona jest stałym klientem!Pani jest number one, a ja, jako że jestem tylko maszyną do pracy, muszę być na każde skinienie! Wspomnę, że pani przyszła o godzinie, o której placówka jest zamykana.

Kolejny przykład PANA, który na pierwszy rzut oka wygląda jak idealny, poważny kontrahent biznesowy. Pan ubrany w garnitur za milion dolców, jednak jak się później okazało nie zdążył wytrzepać słomy z nogawki! Wielmożny zasiada przy moim stanowisku, po czym rzuca dowodem osobistym niemal w moją twarz i tonem rozkazującym, rząda wypłaty z rachunku. Suma sumarum do transakcji nie dochodzi, ponieważ zawodzi świeżo upieczony sprzęt, za co również dostaję wiązankę wulgaryzmów w moją stronę, jakbym conajmniej to właśnie ja była odpowiedzialna za złośliwość rzeczy martwych ( jak widać i te znają się na ludziach!).

A miało być tak pięknie! Tak kulturalnie i klient miał być na ,,wyższym” poziomie… Żart! Przez te kilka dni pod nowym szyldem przechodziłam już chyba wszystkie rodzaje frustracji! Morał z tego taki: nie oceniaj! Nigdy, przenigdy nie oceniaj książki po okładce! Daj szansę każdemu i przyczepiaj od razu łatki. Bardzo często człowiek, który nie prezentuje się perfekcyjnie, nie ma torebki od Prady i domu z widokiem na morze to lepszy kontrahent, przyjaciel czy partner! Pokorny, uczciwy, mający jakieś wartości i szacunek do innych. Chcę moich klientów z powrotem! Chcę też 11 przykazania: nie oceniaj!;)

Zastanawiam się w jakim świecie żyję i czy pieniądze serio stanowią wyznacznik w traktowaniu i odbieraniu ludzi???!!! Nie kategoryzuję, ponieważ jest pewnie ogromny % ludzi z milionami na koncie, dla których pojęcie ,,empatia” nie jest czymś obcym! Jednak to z czym zderzyłam się przez ostatnie dni zdecydowanie mnie przerasta i przeraża!!!!

Mam nadzieję, że Oli wyrośnie na kulturalnego mężczyznę, który nie będzie oceniał ludzi po wyglądzie, pochodzeniu czy grubości ich portfela. W przeciwnym razie będę zmuszona skutecznie Go zresetować!;)

p.s. i tak o to powstał najdłuższy wpis świata!;)